Kajakiem zimą
Może się wydawać, że zima nie jest właściwą porą do uprawiania turystyki kajakowej. Zdecydowanie się z tym nie zgadzam i uważam, że to właśnie w styczniu i lutym można zorganizować bardzo interesujące spływy po rzekach nizinnych. Pływanie zamarzającą rzeką dostarcza niezapomnianych wrażeń - zarówno pięknem zimowego krajobrazu, jak i pewną dawką adrenaliny. Również podczas zimowych odwilży warunki do pływania nie różnią się zbytnio od panujących późną jesienią lub wczesną wiosną. Czasami udaje się trafić na bardzo wysoki stan wody - wówczas spokojny strumyk może zmienić się w rwącą rzekę, a nadbrzeżna łąka - w jezioro. Pływanie po rzekach podczas powodzi jest jednak tematem na inną opowieść.
Woda
Najciekawsze spływy zimowe - w których uczestniczyłem - zorganizowaliśmy, gdy wokół był trzaskający mróz. Oczywiście wybieraliśmy dobrze nam znane odcinki spokojnych rzek Brdy i Wdy. Kiedy temperatura zacznie spadać w nocy poniżej -10C, na zamarznięcie rzeki potrzeba kilku dni. Proces zamarzania wody zaczyna się od wytworzenia mikroskopijnych igiełek lodu, które opalizują w słońcu, gdy nabierze się wody do naczynia.
Zanim cała powierzchnia wody pokryje się lodem, woda staje się gęsta od śryżu tworzącego skupiska formujące kry, a lód denny w postaci szarobrunatnych gąbek zaczyna pokrywać dno rzeki i przeszkody znajdujące się w nurcie. Na powierzchni konsystencja lodu jest inna - przypomina szkło.
Przy brzegu - a zwłaszcza w cofkach - powoli, ale nieubłaganie narasta lodowa skorupa, która w końcu pokryje całą szerokość rzeki.
Kra płynąca rzeką staje się coraz grubsza i zaczyna tężeć.
W końcu na rzece na znajdujących się w nurcie przeszkodach zaczynają się tworzyć
zatory. Kry łączą się tworząc zbitą powłokę lodową. Proces tworzenia się i
narastania zatoru jest bardzo szybki - czoło zatoru przesuwa się górę rzeki, w miarę
jak woda przynosi nową krę. Zatory powodują często lokalne podtopienia - woda zostaje
spiętrzona i zalewa brzegi.
Na większych rzekach zatory tworzą się z grubej kry. Oczywiście pływanie po Wiśle,
gdy schodzi nią kra, należy zostawić dla większych jednostek - takich jak lodołamacze
i holowniki.
Przyroda zimą
...jest piękna i wyjątkowa. Stanowi to dla mnie wystarczający powód, aby znieść liczne niewygody związane z zimowym kajakowaniem. Zamieszczone zdjęcia nie oddają nawet w części piękna lodowych widoków. Słońce lśni w igiełkach, które szadź osadziła na trzcinach i zwieszonych nad wodą gałęziach drzew. Wieczorem i rano z powierzchni wody unosi się gęsta mgła. Na rzece zimują ptaki - kaczki, łabędzie, raz widzieliśmy nawet śnieżne gęsi. Na brzegu widać ścieżki wydeptane przez bobry. To po prostu trzeba zobaczyć - tego nie daje się opisać. Nie ma innego sposobu, aby doświadczyć tego piękna, jak tylko wybrać się na wycieczkę.
Uwagi dotyczące bezpieczeństwa spływów zimowych.
Spływ zimowy można zorganizować i przeprowadzić tak, aby był całkowicie bezpieczny. Moim zdaniem kajakowanie zimą nie służy udowadnianiu sobie czegokolwiek, ale jest bardzo piękną formą kontaktu z dziką przyrodą. Uważam, że na bezpieczeństwo i zadowolenie z wycieczki mają wpływ następujące czynniki:
- Kajakarze muszą mieć odpowiednie doświadczenie, być zdrowi i odpowiednio przygotowani kondycyjnie.
- Należy wybrać znaną sobie rzekę o małej ilości przeszkód (możliwe zatory) i niezbyt wartkim prądzie. Trzeba z definicji wykluczyć możliwość wywrócenia kajaka - w zimowych warunkach jest to nie tylko nieprzyjemne, ale i niebezpieczne.
- Trasa powinna być tak zaplanowana, aby w każdej chwili istniała możliwość zakończenia spływu i ewakuacji. Warto jest umówić się z kimś, kto może przyjechać w razie kłopotów i pomóc się szybko ewakuować.
- Konieczny jest odpowiedni ekwipunek i sprzęt asekuracyjny. Należy być ubranym w kamizelkę - zimowy strój nie zapewnia pływalności. Nie zapominamy również o rzutce. (Warto tu zauważyć, że rzutka na spływie zimowym może stać się przyrządem jednorazowego użytku - zamoczona i zamarznięta ponownie nie spełni już swojej funkcji.) Zapas suchej odzieży (z butami, rękawicami i czapką bądź opaską na głowę) zapakowanej w nieprzepuszczalny worek stanowi zabezpieczenie w przypadku zamoczenia się. Ponieważ kajak i wiosło pokrywają się bardzo szybko lodem, najlepiej używać kajaka z polietylenu lub nadmuchiwanego, "szklak" może nie wytrzymać odbijania lodowej skorupy z burt. Fartuch musi dać się łatwo nałożyć - nawet jeśli zamarznie na nim woda.
Najbardziej narażone na odmrożenie są dłonie. Neoprenowe rękawice do kajakarstwa
górskiego nie izolują wystarczająco, a poza tym są one obcisłe. Jeżeli wiosło
obrośnie lodem (a obrośnie na pewno poniżej -5C), nie da się uniknąć pochlapania
dłoni wodą. Obecnie można kupić w sklepach z odzieżą ochronną ocieplane rękawice
dla rybaków. Sprawdzaliśmy je w temperaturze około -10C: zdały egzamin, chociaż po
paru godzinach były już lekko wilgotne w środku. Koniecznie trzeba mieć suche zapasowe
rękawice - do ubrania po zakończeniu płynięcia. Trzeba liczyć się z koniecznością
przerwania lub zakończenia spływu, o ile nie uda się rozgrzać dłoni (objawem jest
utrata czucia w palcach na dłużej, niż kilkanaście minut). Jeśli nie ma silnego mrozu
czasami pływam bez rękawic, ale ceną którą płacę za to jest pękający naskórek.
Podczas spływu nie wolno używać alkoholu, nawet w małych ilościach - poprawia
on co prawda samopoczucie, pozornie rozgrzewa, ale tak naprawdę działa dokładnie
odwrotnie - rozszerza naczynia krwionośne, co prowadzi do szybszej utraty ciepła (wiem,
że to jest oczywiste z medycznego punktu widzenia, ale ludzie starają się temu
zaprzeczać i dlatego o tym piszę). Do rozgrzania dobrze nadaje się gorąca i mocno
osłodzona herbata. (Ja słodzę glukozą.)
Zamarznięty brzeg rzeki i lód utrudnia w wielu miejscach bezpieczne wyjście z kajaka.
Przydatnym, a nawet niezbędnym elementem wyposażenia jest mała poręczna kotwica lub
czekan lodowy, który umożliwi zatrzymanie się i wydostanie na oblodzony brzeg.
Źródłem realnego niebezpieczeństwa są tworzące się lodowe zatory. Widząc zator
należy natychmiast zawrócić, aby jak najszybciej wyjść na brzeg w bezpiecznym
miejscu. Wpadnięcie do wody między kry przy silnym nurcie może doprowadzić do
utonięcia - szczególnie, gdy dojdzie do wciągnięcia kajakarza pod lód.
W razie zamoczenia ciała na mrozie trzeba za wszelką cenę uniknąć przechłodzenia
(hipotermii). Należy jak najszybciej przebrać się w suchą odzież i rozgrzać całe
ciało i kończyny. Chwilowa utrata czucia w kończynach, dreszcze i drżenie nie są
jeszcze objawami poważnego przechłodzenia. W przypadku wystąpienia objawów
przechłodzenia (ogarniające uczucie senności i znużenia, zanik odczuwania dreszczy,
sztywność mięśni i drgawki), zalecane postępowanie jest opisane w
tekście o zasadach
bezpiecznego kajakowania w zimie.
Stan taki stanowi bezpośrednie zagrożenie dla życia. Ryzyko związane z odmrożeniami i
hipotermią rośnie gwałtownie przy temperaturach poniżej -10C.
Sztuka zimowego biwakowania i organizacja spływu
Jeśli decydujemy się na zimowy biwak, a dzień był słoneczny i mroźny, trzeba być przygotowanym na nocny spadek temperatury do -20C i poniżej. Dla przeciętnie zdegenerowanego cywilizacją mieszkańca miasta, dla którego świat składa się z kanapy, telewizora i samochodu, zimowe nocowanie pod namiotem wydaje się ekstremalną ekstrawagancją. Pamiętajmy, że przez tysiąclecia ludzie radzili sobie bez centralnego ogrzewania. Sarna, dzik czy zając nie zamarza w lesie, chociaż posiada tylko futro, a nie grzejniki konwekcyjne. Możecie mi wierzyć lub nie, ale zdrowy organizm ludzki bez problemu radzi sobie w zimowych warunkach. Oddychanie zimą zimnym powietrzem jest dla ciała znacznie naturalniejsze od przebywania cały czas w stałej temperaturze +22C. Dla niektórych moich kolegów z pracy każde wyjście na dwór bez czapki kończy się kuracją antybiotykową, boją się oni ciągle i panicznie tzw. "przeciągów".
Podstawą nocowania pod namiotem jest posiadanie odpowiedniego śpiwora i dobrze
izolującej od podłoża karimaty. Przy bezwietrznej pogodzie temperatura na łące nad
rzeką może być o kilka stopni niższa niż wyżej w lesie (zachodzi inwersja
temperatury) - warto zatem szukać osłoniętego miejsca, położonego wysoko. Jeśli jest
bezchmurna noc, to temperatura na łące przy gruncie może być o 10C niższa, niż
zapowiadana w radiowej prognozie pogody.
Wyższa lokalizacja biwaku ma uzasadnienie z jeszcze jednego powodu - możliwym znacznym
podniesieniem się w nocy poziomu wody spowodowanego niedalekim zatorem. Zimą warunki na
rzece zmieniają się zaskakująco szybko - czasem w ciągu kilku godzin spływna rzeka
może zostać całkowicie zatarasowana krą wywołaną np. opadem śniegu.
W nocy może niespodziewanie zerwać się wiatr. Mniejszy namiot lepiej chroni przed
mrozem, ale wygodnie jest podgrzewać jedzenie przy pomocy butli w przedsionku - namiot
nie może być zatem za mały. Zimowe jedzenie powinno być odpowiednio kaloryczne, łatwo
przyswajalne i pozwalać na szybkie przygotowanie ciepłego posiłku. Spożywanie alkoholu
jako źródła kalorii jest całkowicie bez sensu, bo zmniejsza on apetyt na normalne
pokarmy, zwiększa utratę ciepła i powoduje odwodnienie. Kanapki bardzo dobrze się
przechowują na zimowych wyjazdach -zamarznięty chleb jest bowiem niejadalny, a bochenek
chleba może być "niekrajalny" nawet za pomocą siekiery. Natomiast "zupki
chińskie", puree ziemniaczane, kaszki mleczno-pszenne i podobne im potrawy
liofilizowane zdają egzamin bardzo dobrze. Rano warto przygotować sobie w termosie
ciepły napój na cały dzień. Ognisko może nie dać od razu spodziewanego ciepła, bo
zamarznięte i mokre drewno źle się pali w -15C. Do rozpalenia przydaje się świeczka,
nie wolno zapomnieć też o siekierze.
Bardzo ważne jest odpowiednie rozłożenie sił w trakcie wyjazdu, wypoczynek w
temperaturze poniżej 0C nie regeneruje w pełni sił, zwłaszcza podczas pierwszej nocy
pod namiotem (aklimatyzacja). Planując kilkudniowy wyjazd, trzeba liczyć się ze
stopniowym spadkiem formy. Pamiętajmy, że organizm każdego z nas może wytworzyć
określoną ilość energii w ciągu doby - jeśli użyjemy ją w nocy na ogrzanie
wilgotnego śpiwora albo wypromieniujemy ją w przestrzeń kosmiczną po wypiciu rumu, to
nie będziemy mieli następnego dnia siły wiosłować lub zrobi się nam trwale bardzo
zimno i trzeba będzie natychmiast wracać. Zimą trzeba więc koniecznie oszczędzać
siły, ograniczyć się do wykonywania naprawdę niezbędnych czynności, mieć dobrze
przygotowany ekwipunek, wszystko robić spokojnie i oszczędnie. Takie czynności, jak
rozbicie i zwinięcie namiotu, przebranie się lub przygotowanie posiłku zajmują
kilkakrotnie więcej czasu, niż latem. Nie ma co zakładać, że przepłyniemy zimą 40
kilometrów dziennie - czasami przepłynięcie 5 lub 10 km jest już wyczynem. W czasie
dwudniowego wyjazdu można sobie pozwolić na wyczerpanie rezerw energetycznych organizmu
drugiego dnia, ale nie można planować w taki sam sposób wyjazdu czterodniowego. Na
kilkudniowych wyjazdach problemem może się stać przemoczenie odzieży. Kiedy trzyma
mróz, woda osadza się w postaci szronu i nie stanowi problemu. Paradoksalnie - kiedy
przychodzi odwilż sytuacja staje się dużo trudniejsza. Deszcz sprawia, że wszystko
staje się wilgotne i nie ma jak tego wysuszyć. Kiedyś nocując w czasie zimowej
wycieczki pieszej obudziłem się nad ranem w zupełnie mokrym śpiworze, bo topiący się
śnieg spadł z drzew i przysypał częściowo namiot. Stary tropik wpuścił wodę do
środka. Brr! Ale takie są właśnie przygody zimą.
Fotografie: Jacek Uznański & Kaczor, tekst: Kaczor z pomocą Jacka, w spływach '2000 i '2001 udział wzięli ludzie z "Morzkulca" - Jędras, Jacek i Kaczor.