Było uroczyste przecinanie wstęgi, uśmiechy, a w tle tłumek kajakarzy. W taki wyjątkowy sposób obwieszczono otwarcie szlaku kajakowego w powiecie gryfickim, w skład którego miały wejść cztery wzorcowe przystanie kajakowe.

Miały. Bo jak to w Polsce bywa, w beczce miodu musi być łyżka dziegciu. Tym razem to nie tylko łyżka, ale druga beczka. Kto wie czy nie o większej pojemności niż ta z miodem. A to Polska właśnie.

Kajakiem do morza ... co to w ogóle jest?

Kajakiem do morza to projekt utworzenia sieci przystani kajakowych wraz z infrastrukturą towarzyszącą na rzece Redze w czterech miejscowościach powiatu gryfickiego: Płotach, Gryficach, Trzebiatowie i Mrzeżynie.

Długość całego odcinka od pierwszej do ostatniej stanicy wynosi 70 km. To krótki szlak. Nie to jednak jest najważniejsze. Jeżeli chodzi o kajakarzy i zaplecze turystyczne stworzone specjalnie z myślą o nich, to miejsc takich w Polsce nie ma zbyt wiele. A w zachodniopomorskim poza Drawą podobna infrastruktura praktycznie nie istnieje.

Nawet blisko Szczecina, poza kilkoma przystaniami przystosowanymi (od biedy) do odbioru kajaków, jedyna profesjonalna stanica wodna znajduje się trzy kilometry za Gryfinem, sąsiadując z niemieckim Mescherin. Jest tam wypożyczalnia kajaków, pole namiotowe i zaplecze sanitarne wraz z kuchnią. Niestety, to komercyjny ośrodek i za pole namiotowe trzeba zapłacić drobną ale zawsze jakąś sumę (trzyosobowy namiot + 2 osoby, za dobę 20 zł).

Z wielką radością przeczytałem więc w lokalnej prasie informację o przekazaniu darmowych przystani w powiecie gryfickim. Stanic aspirujących do bycia wzorcowymi, nawet bardziej niż ich niemieckie odpowiedniki.

Radość moja była tym większa że właśnie miałem urlop i planowałem wyprawę po niemieckiej stronie Zalewu Szczecińskiego. Zeszłoroczny spływ po polskiej stronie, chociaż bardzo emocjonujący, został przedwcześnie zakończony w Kamieniu Pomorskim, gdzie okazało się, że nie istnieje żaden kemping lub pole namiotowe i noc przyszło nam spędzić w krzakach nad akwenem, który w tym fragmencie był pełen śmieci i śmierdział jak szambo(było bardzo upalnie, ale śmiem wątpić czy to jest wytłumaczenie, dla takiego stanu nabrzeża jeziora).

W takim układzie wybór trasy wzdłuż świeżo oddanych przystani, wydawał się czysto intuicyjny.

Początek

Spływ Regą rozpoczęliśmy nie od Płotów, gdzie mieści się pierwsza przystań, ale od Reska.

Samej rzeki nie będę opisywał, bo w internecie jest sporo relacji na jej temat. Poczynię jednak kilka uwag. Znalazłem dość mylny opis Regi, jako szlaku lajtowego w sam raz na weekend. Jest to bzdura piramidalna, która może stworzyć u niedoświadczonych kajakarzy wrażenie że oto mamy do czynienia z łatwym torem wodnym, przypominającym wiosłowanie po jakimkolwiek parku krajobrazowym (np. Międzyodrzu lub Parku Narodowym Ujście Warty).

Nic bardziej mylnego. Oczywiście dla doświadczonych „zwałkowiczów”, „lajtowa rzeczka” może być na weekend. Ale i im może dać się we znaki, o czym świadczy odnaleziony przeze mnie, internetowy album fotograficzny na Picassie z wpisem pod jednym ze zdjęć: ”..rzeczka potrafi być u....a”. A przecież autorzy fotografii dysponowali lekkimi, polietylenowymi górskimi kajakami.

Tymczasem większość obserwowanego przeze mnie sprzętu pływającego po Redze, to najczęściej pochodzące z wypożyczalni, dość ciężkie dwuosobowe „taksówki”, również polietylenowe lub poliestrowe, oczywiście pozbawione zazwyczaj luków bagażowych.

Ale co to ma do rzeczy? A, no tyle, że na odcinku Resko – Płoty – Gryfice – Trzebiatów, często występują bystrza, na których są zwalone drzewa. Taki nurt może niedoświadczonego kajakarza przygwoździć do drzewa, przewrócić kajak i spowodować zamoczenie całego sprzętu(śpiwora i namiotu). I niestety z taką sytuacją się spotkaliśmy. Nie dotyczyła ona nas, ale 13 osobowego spływu, którego uczestnicy pierwszy raz zetknęli się z Regą. Na szczęście była piękna pogoda, a wywrotka nie okazała się groźna. Tylko jak tu spać w mokrym namiocie ze śpiworem przypominającym zeszłotygodniowe pranie? Makabra. I w tym miejscu dochodzę do dania głównego.

Pierwsza przystań kajakowa w Płotach

Znajduje się ona tuż za mostem, gdzie ze względu na niski stan wody i kamieniste dno jest przenoska. Nie ułatwia to dotarcia do przystani. Dlaczego? Tuż obok przeprawy jest coś w rodzaju resztek wału ziemnego lub niewielkiego wzniesienia,które dość skutecznie zasłania widok na stanicę i można łatwo popłynąć dalej, mijając bezwiednie punkt docelowy. Nam się to przytrafiło, a i płynącej za nami 13 osobowej grupie także. Po prostu nie widać przystani, a jak się ją zauważy to trzeba się cofnąć.

Na wspomnianym przeze mnie wzniesieniu, przydałaby się tablica (coś w rodzaju drogowskazu) z informacją,że tu jest miejsce na wypoczynek dla kajakarzy.

Niestety nie jest to jedyny problem. Po wylądowaniu na brzeg, okazało się że przy obiekcie nie ma nikogo, kto by nas wprowadził w zasady działania przystani. Jest natomiast numer telefonu do opiekuna przybytku. Zadzwoniliśmy tam i jakież było nasze zdziwienie, gdyż okazało się że pierwsze cudowne dziecko swobodnej turystyki powiatu gryfickiego, działa tylko do...godziny 15:00. I że w razie niemożności dotarcia na czas, trzeba powiadomić zarządzających posesją telefonicznie, sygnalizując swoje późniejsze przybycie.

Tylko jak to zrobić, kiedy numer telefonu poznaliśmy dopiero po dopłynięciu do Płotów, a na stronie poświęconej szlakowi jakichkolwiek informacji na ten temat brak?

To jednak nie koniec problemów. Sam budynek przystani w istocie jest imponujący (jeżeli ktoś spodziewa się Empire State Building, będzie zawiedziony). Oczywiście, jak na warunki dla kajakarzy.

Mamy oto spory hangar z kilkoma rodzajami stelaży. Od tych przymocowanych do ściany, jak i rozsuwanych, z drewnianymi kratownicami, na których można położyć kajaki. Miejsca jest sporo. Do tego trzeba dodać dwie kabiny z prysznicem (z ciepłą wodą, co za luksus, o mamo), toalety i kuchenkę, obok której przycupnął grill. A do grilla przygotowano suche drewno. Bajka.

Niestety z fatalnym zakończeniem. Na terenie obiektu brakuje miejsca pod namioty. Jak nam później wytłumaczył urzędnik z urzędu powiatowego, odpowiedzialny za projekt, stan taki tłumaczy się tym, że pracownicy urzędu założyli, iż to będzie początek trasy. No to na co komu pole namiotowe? Ale ci sami urzędnicy nie wpadli na pomysł, że ktoś kto przyjedzie wieczorem, by popłynąć rano, będzie chciał noc spędzić w namiocie, rozłożonym na terenie przystani. Mało tego mogą się przytrafić tacy włóczędzy jak my,którzy płynęli już jakiś odcinek Regi i na wieść o darmowej przystani postanowili z niej skorzystać (a nic nie raduje, tak serca Polaka, jak darmocha).

Ogólnie mam wrażenie, że pomysłodawcy projektu nie bardzo mieli pojęcie o kajakowaniu i potrzebach kajakarzy. Ale kogo to obchodzi? Najmniej zapewne urzędników. Według nich tak naprawdę to w ogóle nie powinno się rozbijać tam namiotów. Wyjątkowo nam pozwolono. Ale gdybyśmy nie otrzymali takiej zgody, to czy mielibyśmy koczować do rana na ławce? Bo tak to sobie wykombinowali urzędnicy? Świetnie. Gratuluję pomysłu.

Niedociągnięcia w przystani Płoty niweluje sympatyczna i sprawna obsługa, która stara się jak może usprawnić pobyt kajakarzy na terenie ich obiektu. Dobre i to.

Na koniec dodam że wyjście z wody na ląd ułatwiają rewelacyjne dryfujące pomosty zbudowane ze specjalnego systemu modułów z tworzywa sztucznego. Wejście na nie jest niezwykle bezpieczne i komfortowe. I marzy mi się by wszędzie takie były - a co pomarzyć nie można?

Niestety zdaję sobie sprawę, że to bardzo drogie rozwiązanie. Może gdy się spopularyzuje, to będzie bardziej dostępne. Oby.

Widok na przystań w Płotach i wejście do hangaru

Widok na przystań w Płotach i wejście do hangaru

Druga przystań kajakowa w Gryficach

Oj nie. Bo nie. Ale......nie. Co? Nie.

Najchętniej bym pominął drugą przystań milczeniem. Byłoby sympatycznie i z korzyścią dla wszystkich. Chyba nawet lepiej by było, gdyby to miejsce nigdy nie zaistniało. Problem tkwi w tym że jest. I jak się okazało, przystań owa stanowi swoistą „Hydrozagadkę”*. Dosłownie. Niestety.

Ale po kolei. Z Płotów do Gryfic Regą jest jakieś 18 km. To dość krótki odcinek, na którym jest tylko jedna większa przenoska, przy elektrowni Rejowice. Dystans ten pokonaliśmy dość szybko.

W przeciwieństwie do poprzedniej stanicy, nie sposób nie zauważyć przystani w Gryficach. Jest ona położona na skraju parku, nad samym brzegiem rzeki i z daleka już widać charakterystyczne dryfujące pomosty w niebieskim kolorze. Samo miejsce wygląda o wiele korzystniej, niż siostrzany przybytek w Płotach. Ocienione parkowymi drzewami,przestronne z o wiele większym budynkiem, wyposażonym prawdopodobnie w dwa hangary.

Dlaczego prawdopodobnie? Ponieważ w momencie naszego przybycia, szumnie reklamowana przystań... nie działała. Za to była już częściowo zdewastowana. Powyrywane przęsła ogrodzenia, ogólny bałagan i niezwykle zaśmiecone nabrzeże wprawiły nas w ogromne zdumienie. Aż żal serce ściskał.

Dodatkowo częściowo zdemolowany pomost, z którego powyrywano haki na linki cumownicze do kajaków dopełniał widoku całkowitego zaniedbania posesji. Lokalni „wesołkowie” lub lepiej, błazny, ukradły także nadbrzeżne koła ratunkowe (pewnie im się pomyliły z oponami samochodowymi).

Wysiedliśmy na brzeg w poszukiwaniu obsługi. Ale jeśli obiekt nie został oddany do użytku, to jak może być tam obsługa? Jedyny numer telefonu jaki znaleźliśmy, to kontakt z ochroną. Pani która odebrała telefon, była zdziwiona, że obiekt jest aż w tak złym stanie. Potraktowała mnie jednak niezwykle uprzejmie i skontaktowała z pracownikiem ZGK, który miał być rzekomo odpowiedzialny za przystań. Ten szybko mi wyjaśnił że nie jest. Ponieważ oficjalnie stanica, nie została oddana do użytku z powodu usterek. I podał mi telefon do urzędu powiatowego. Zadzwoniłem by po krótkiej wymianie zdań z urzędnikiem, dojść do wniosku że zrobiono nas z tą przystanią w trąbę i czas ruszać dalej.

W tym momencie nastąpił jednak niespodziewany zwrot akcji. Gdy już odbijaliśmy od brzegu, ze swojego urzędniczego Parnasu, zstąpił do nas nie kto inny, jak wspomniany już wcześniej powiatowy koordynator tego projektu. Było to wstrząsające i nie do końca bezowocne przeżycie. Ponieważ wraz z nim pojawiła się sympatyczna dziennikarka lokalnego radia (również kajakarka), która przy naszym skromnym wsparciu, postanowiła rozpracować ten swoisty sequel „Hydrozagadki” w wykonaniu powiatowych urzędników gryfickich.

Okazało się że obiekt nie spełniał norm bezpieczeństwa, przy nabrzeżu pod pomostem. Brakowało tam odrobiny piasku na kamieniach. (bo jakież to dziwne że przy nabrzeżu istnieją kamienie). I to spowodowało negatywną opinię, o oddaniu przystani do użytku. Wielomilionową inwestycję, wykończyła troska o piasek na nabrzeżu.

A kajakarze? Tacy jak my? Mogą sobie popłynąć dalej do Trzebiatowa. Lub na zieloną łączkę.

My jednak wybraliśmy oddalone, o kolejne 18 km gospodarstwo agroturystyczne w Kłodkowie, które w przeciwieństwie do gryfickiej przystani, działa świetnie i bez zarzutu.

Uwag kilka do gryfickiej przystani. Mieści się ona w parku i jak dowiedzieliśmy się od miejscowych przechodniów w dość niebezpiecznym sektorze,opanowanym przez lokalnych „nieprzystosowanych”.Stąd ta dewastacja. Niestety nie rokuję tej przystani świetlistej przyszłości. Ponieważ niebezpieczne elementy istnieją w każdym mieście . Jeśli jednak ktoś wie o tym i buduje w takim miejscu jakikolwiek budynek rekreacyjny, to powinien zapewnić mu ochronę. Jak w takich niebezpiecznych warunkach, mają tam spędzić noc ludzie? A na razie wygląda na to, że służby porządkowe w tym policja, oddały ten teren gryfickim łotrzykom, walkowerem. Smutne. A przecież to droga inwestycja i w części refundowana z europejskich pieniędzy, które kiedyś będzie trzeba oddać. W przypadku Gryfic mam obawy, czy te środki finansowe nie zostały zmarnowane. I czy powiat, nie powinien zwrócić dotacji.

Pocieszające jest jednak to, że po dwóch dniach od naszej obecności, przystań nareszcie ruszyła. I mam nadzieję że przy częstych patrolach straży miejskiej, wraz z policją uda się sytuację opanować. Mnie jednak pozostał niesmak. I miejsca tego nie będę polecał. Są ciekawsze.

Gryfice. Uszkodzony pomost z wyrwanymi hakami do cumowania kajaków (stan na dzień 06.07.2011)

Gryfice. Uszkodzony pomost z wyrwanymi hakami do cumowania kajaków (stan na dzień 06.07.2011)

Gryfice. Fragment zaśmieconego nabrzeża przy przystani kajakowej (stan na dzień 06.07.2011)

Gryfice. Fragment zaśmieconego nabrzeża przy przystani kajakowej (stan na dzień 06.07.2011)

Gryfice. Jedno z wielu wyrwanych przęseł ogrodzenia od przystani kajakowej (stan na dzień 06.07.2011)

Gryfice. Jedno z wielu wyrwanych przęseł ogrodzenia od przystani kajakowej (stan na dzień 06.07.2011)

Trzecia przystań kajakowa w Trzebiatowie

Panie i panowie i to jest to. Tak to bywa, że jak coś jest dobre, to wystarczą krótkie słowa pochwały. Postaram się w tym przypadku, przyjąć zasadę ulubionego radzieckiego pisarza pewnego serialowego ciecia(ups,przepraszam, gospodarza domu) który twierdził co następuje ”... mądremu wystarczą dwa słowa a głupiemu to i referatu mało ...”.

Jeżeli twórcy projektu „Kajakiem do morza” nieco zbyt ambitnie podeszli do budowania „idealnych” przystani kajakowych w Płotach i Gryficach, to w Trzebiatowie tytuł wzorcowej przystani, nie jest absolutnie przesadzony. Nareszcie w tym miasteczku wszystko, wygląda i działa jak trzeba. Opisywałem już wcześniej specjalne pomosty na dwóch poprzednich przykładach. W trzebiatowskiej stanicy są one dodatkowo idealnie ustawione na rzece, tak że wsiadanie i wysiadanie z jakiegokolwiek kajaka, nie powinno nastręczać trudności.

Trzebiatów. Fantastyczny pomost do kajaków

Jest to także chyba największy z czterech obiektów wybudowanych nad Regą dla potrzeb kajakarzy. Ogromny hangar, który przy dobrym rozplanowaniu i wyposażeniu w odpowiednie stelaże może pomieścić nawet kilkadziesiąt kajaków, wywoła uśmiech zadowolenia na każdej twarzy. Podobnie jak w Płotach, mamy doskonałe zaplecze techniczne, a jedna z toalet, połączona z prysznicem, dostosowana jest do obsługi osób niepełnosprawnych. Wzbudziło to mój szacunek dla projektanta i wykonawcy. To niestety rzadkość w polskich budynkach. Przykład ten pokazuje, że powoli coś zaczyna się zmieniać. Oby była to trwała tendencja. Ostatnia wyprawa niepełnosprawnego kajakarza, może być ilustracją do tego, że tacy ludzie również podróżują kajakiem i inwestowanie w udogodnienia dla nich nie jest przesadzonym wydatkiem.

Nareszcie jest też pole namiotowe z prawdziwego zdarzenia. Ogromne, przestronne. Każdy może się rozbić jak mu wygodnie, czy to na słońcu czy też w cieniu. W kilku miejscach zadbano też o ławeczki do przycupnięcia. O kuchence ledwie tylko wspomnę. Podobnie jak w Płotach, pod prysznicem jest ciepła woda, są też gniazda do podłączenia ładowarki do telefonu.

Jako jedyna przystań kajakowa w Trzebiatowie, posiada całodobową obsługę,która stoi na najwyższym poziomie (wszędzie jest czysto, pozamiatane, umyte, itd.). Dodatkowo obiektu strzeże ochrona (nie tylko monitoruje) jest to jednak bardziej zbieg szczęśliwych okoliczności, niż celowe działanie. Ponieważ niedaleko od stanicy mieści się główny posterunek prywatnej firmy ochroniarskiej. O tym, że ochrona jest bardzo aktywna, przekonaliśmy się sami. Jej pojazdy prawie non stop poruszają się wokół ośrodka.

W pobliżu samej przystani też nie jest pusto. Kompleks boisk do różnych gier sportowych, jest niczym wisienka na torcie. Jeśli komuś było mało ruchu na kajaku, to może pograć w koszykówkę, siatkówkę lub jeśli posiada sprzęt, nawet w tenisa. A wszystko to za darmo. Niebywałe. Ciepła woda, prąd itd. To naprawdę ogromny prezent dla turystów kajakowych.

Blisko jest też do sklepów a i można trochę pozwiedzać. Ilość dostępnych restauracji i barów, jak na taką małą osadę, jest godna pozazdroszczenia. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nie będę ukrywał swojego zauroczenia Trzebiatowem.

Panowie urzędnicy z Gryfic. Jeśli chcecie posiadać wzorcowe przystanie kajakowe na europejskim poziomie, to napiszę krótko: taka jest przystań kajakowa w Trzebiatowie. Wystarczy pozostałe trzy podciągnąć do takiego samego stanu technicznego i naprawdę będzie czym się chwalić.

Trzebiatów. Ogólny widok na nabrzeże i pomost

Trzebiatów. Ogólny widok na nabrzeże i pomost Trzebiatów. Budynek przystani

Trzebiatów. Budynek przystani

Czwarta przystań w Mrzeżynie

Umieszczam o niej informację pro forma. Ponieważ tak naprawdę nie ma o czym pisać. To nie powinno być w ogóle wybudowane. Strata publicznych pieniędzy podatników i funduszu europejskiego.

Zacznę jednak od momentu opuszczenia Trzebiatowa w iście królewskich humorach. Dobrego samopoczucia nie zepsuł nam nawet deszcz.

Dopiero przy próbie wpłynięcia do wąskiego mrzeżyńskiego basenu nad którym umieszczono ostatnią przystań projektu „Kajakiem do morza” nie tylko humor nas opuścił, ale całkowicie mina zrzedła.

Po pierwsze: przy pomoście, w którym z niewiadomych powodów zrezygnowano z tak doskonałego układu, jak w trzech poprzednich stanicach, zastaliśmy przycumowane dwie duże łodzie motorowe (w tym jedna ratownika). Utrudniając nam tym wyjście z wody (a padał deszcz).

Mrzeżyno. Pomost i budynek przystani ,,kajakarskiej''

Mrzeżyno. Pomost i budynek przystani ,,kajakarskiej''

Dodatkowo, przy wąskim pomoście umieszczono pochylnie na kajaki w ten sposób, że ich początek ułożono na jakiś wspornikach, zwiększając tym ryzyko uderzenia kajaka dziobem przy wyciąganiu go z wody (kto to zaprojektował?). Skos na pochylniach jest tak duży, że jeśli kajak jest mocno obciążony, to jedna osoba nie jest w stanie sama go wyciągnąć. Zwłaszcza kiedy pada deszcz i deski, z których zrobiony jest wyciąg, są śliskie. Zresztą źle wykorzystane elementy dryfującego pomostu są przy przystani zbędne. Ponieważ na końcu basenu, istnieje wygodny slip do wyciągania kajaków.

Uciążliwe wyciąganie kajaków na wąski pomost i transport na ląd przez pochylnie

Uciążliwe wyciąganie kajaków na wąski pomost i transport na ląd przez pochylnie.

Po drugie: przystań kajakowa Mrzeżyno jest nią tylko z nazwy, ponieważ jeżeli chodzi o użyteczność, to nie ma ona nic wspólnego nawet z garażem, a co dopiero z przystanią.

Jaki geniusz wpadł na pomysł pozbawienia tego miejsca, jakiegokolwiek pola namiotowego? Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Z kolei jaki mądrala z hangaru uczynił świetlicę telewizyjną, to też pozostanie zagadką.

Mrzeżyno. Widok na przystań od frontu budynku i pomieszczenie prawdopodobnie mające spełniać rolę hangaru, a będące świetlicą z fotelikami i telewizorem

Mrzeżyno. Widok na przystań od frontu budynku i pomieszczenie prawdopodobnie mające spełniać rolę hangaru, a będące świetlicą z fotelikami i telewizorem

Tak naprawdę to z przystani pozostały tylko toalety (pierwsza na świecie przystań toaletowa, rewelacja). Jeżeli nie można rozbić namiotu na terenie stanicy, ani tym bardziej złożyć w niej i zabezpieczyć kajaka, to jaki jest sens istnienia tego miejsca? Żaden. Strata pieniędzy. Włodarze Mrzeżyna zakpili sobie z kajakarzy. Oczywiście nie podejrzewam ich o perfidne działanie, na korzyść czyjejś prywatnej działalności. Ale jak mam sobie wytłumaczyć to, że z braku miejsca pod namiot skierowano mnie na leżące tuż obok przystani, bardzo drogie, prywatne i komercyjne pole namiotowe (36 zł za dobę pod namiot 3 osobowy + 2 osoby, do tego klimatyczne 3,60 zł, 2 żetony pod prysznic 10 zł, razem 49,60) oraz zmuszono do trzymania kajaków pod chmurką? Gdybyśmy nie posiadali pokrowców na kokpity, nasze kajaki byłyby pełne deszczówki.

Prawda jest taka, że podejmując się budowy darmowego obiektu rekreacyjnego, obok komercyjnego pola wyposażonego w miejsca biwakowe i profesjonalne, płatne zaplecze socjalne (prysznice 5 zł, nawet w Niemczech jest taniej, bo 1 euro) zmarnowano pieniądze. Lepiej by było, gdyby tego nie budowano, a oddano by środki finansowe prywatnemu właścicielowi kempingu, może by chociaż postawił drewnianą wiatę na kajaki. A tak zmarnowano fundusze, które może ktoś inny wykorzystałby lepiej.

Mrzeżyno. Ogólny widok obiektu

Mrzeżyno. Ogólny widok obiektu

Podsumowanie

Pierwsza przystań działa, ale z zastrzeżeniami (przydałoby się pole namiotowe), druga nie działała w momencie trwania naszego spływu(podobno już działa), trzecia jest wzorcowa, czwarta zaś w obecnym kształcie, jest absolutnie nie do przyjęcia.

Jakie są szanse na poprawę? Wciąż chcę wierzyć, że nadal spore. Wystarczy Płoty i Gryfice doprowadzić, do takiego samego stanu jak Trzebiatów i będzie rewelacyjnie. Natomiast Mrzeżyno skasowałbym całkowicie i zażądał zwrotu kosztu, na tym odcinku inwestycyjnym. Biorąc pod uwagę całkowitą butę i ignorancję osób zarządzających obiektem w Mrzeżynie wobec kajakarzy, miejsce to nie ma racji bytu. Jest najzwyczajniej w świecie niepotrzebne. Jego rolę może śmiało przejąć komercyjne pole namiotowe. I nikt na tym nie straci. Mało tego, nikt nie będzie sobie robił nadziei na coś darmowego, tylko z góry będzie znał cenę swojego pobytu. Takie wnioski nasunęły mi się, odwiedzając cztery nowo wybudowane przystanie kajakowe w miejscowościach Płoty, Gryfice, Trzebiatów, Mrzeżyno.

A sam szlak Regi? Gorąco polecam. To niesamowita i piękna rzeka. Koniecznie trzeba ją zobaczyć. A że z zagospodarowaniem i utworzeniem wokół niej sensownej infrastruktury jest problem? No cóż, wszystko można poprawić. W ostateczności można się obyć bez przystani .Przynajmniej bez takich, jak w Gryficach i Mrzeżynie. Zwłaszcza, że jak dumnie informują tablice, przy każdej stanicy, cały projekt kosztował 7 969 874 zł z czego Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego dołożył sumę 3 973 957 zł. Może można było lepiej wydać te pieniążki? Może. Czas pokaże, czy inwestycja miała sens. Bo na razie w dwóch miejscach bezmyślnie zainwestowano środki od Unii Europejskiej. A słyszymy wszędzie o oszczędnościach. Wątpię by było nas stać na bezmyślne szastanie pieniędzmi. W dodatku w połowie nie naszymi.

Artur Brzozowski, Szczecin

A tak Rega wygląda koło wsi Skalin. Prawda że niezwykle urokliwa rzeczka?

A tak Rega wygląda koło wsi Skalin. Prawda że niezwykle urokliwa rzeczka?

*Nawiązanie do słynnego filmu Andrzeja Kondratiuka i Andrzeja Bonarskiego pod tytułem „Hydrozagadka”, którego streszczenie fabuły podaję za portalem Filmweb. „W Warszawie w niewytłumaczony sposób znika woda i to w czasie największych upałów. Nad problemem pracuje profesor Milczarek (Wiesław Michnikowski). Angażuje on do pomocy legendarnego i nieustraszonego Asa (Józef Nowak). Okazuje się, że sprawcą całego nieszczęścia jest tajemniczy maharadża i jego pomocnik i partner w interesach - doktor Plama. Planują oni niesamowitą operację przeniesienia za pomocą odparowania i pomyślnych wiatrów ogromnych mas wody z Polski do kraju maharadży, Kaburu. Na drodze stanie mu nieustraszony As. Towarzyszyć mu będzie gadatliwy taksówkarz (Wiesław Gołas)”.

Art -- 20.07.2011 o 22:19 -- 11 koment.

komentarze

22.07.2011 o 14:51

Zamieszczamy bardzo ciekawą, dogłębną, choć może nieco zbyt krytyczną relację Artura Brzozowskiego ze spływu szlakiem Regi - ,,Kajakiem do morza".
Choć nie do końca zgadzamy się z poglądami Autora, to jednak uważamy, że ma do nich prawo, a jego tekst powinien zainicjować bardzo ważną i potrzebną dyskusję na temat zagospodarowania szlaków kajakowych.
Zapraszamy do długiej, ale ciekawej lektury i (oby owocnej i grzecznej) dyskusji!

*j

22.07.2011 o 17:05

Jeszcze link do artykułu na ten sam temat, ale jeszcze bardziej krytycznego ;-) http://www.tinyurl.pl/?6GgC20kD

*j

22.07.2011 o 21:50

Czyli wyszło jak duża część "inwestycji" wspolfinansowanych przez UE. 8 baniek w duzej czesci w bloto. Mogli zapytac kajakarzy na co to wydac... Ja w ogole staram sie nie nocowac na szlakach w miastach, wsiach, wiec jak dla mnie nieprzydatne

~andres

24.07.2011 o 10:18

Takc zasami się zastanawiam (nie tylko w odniesieniu do kajaków i opisanych przystani) - za każdym razem, jak władza (z jakiego ugrupowania by nie była) coś robi sama, to powstaje kolejny bubel.
Ja wiem, że marudzenie to nasza specjalność narodowa, ale chyba w takim natężeniu coś w tym marudzeniu być musi.
Czy tak trudno jest zapytać w zainteresowanym środowisku, co ono na to? Czy komuś korona od takiego wywiadu środowiskowego spadnie?
A by ucięło to gadanie, a przynajmniej odwróciło uwagę od "władzy" - bo byłby ktoś, kto doradzał i do niego zarzuty proszę kierować:)
Kochani politycy - pytajcie narodu o zdanie, a bezpieczniej będziecie mieli na stołkach mogąc wskazać winnych poza Wami :)

/maati

24.07.2011 o 11:17

No tak gwoli ścisłości to muszę Was poinformować ,że sprawa jak na razie nie została zamieciona pod dywan.Będzie kontrola tej inwestycji.Mam nadzieję że administrator mnie nie zabije;-)tu link http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,87121,9987989,Bedzie_kontrola_projektu__Kajakiem_do_morza_.html.
Ale im głębiej w las tym więcej drzew.Fragment wypowiedzi wicedyrektora Urzędu Marszałkowskiego sprawdzającego inwestycje RPO.
"Np. w powiecie gryfickim w 2008 r. było ok. tysiąca turystów wodnych rocznie. Dzięki tej inwestycji w latach 2011-2016 ma być ich 10 tys.".
I rozmawiając ostatnio z trzema kajakarzami zastanawialiśmy się jak oni to obliczyli?Jak zwykle szacunkowo? Ktoś siedział na brzegu z lornetką i liczył ludzi na wodzie?Czy też zgarnięto statystyki od prywatnych wypożyczalni kajakowych.Tylko co to ma do rzeczy?Prywatne wypożyczalnie biorą ludzi,przywożą ich na etap i odwożą na noclegi.Zawsze istnieje opcja że ktoś pływając komfortowo w taki sposób po Redze ,będzie chciał się zatrzymać nie w "ubogiej stajence",ale w dobrym hotelu.Albo punkcie przygotowanym przez organizatora(np gospodarstwo agroturystyczne)To takim ludziom nie jest potrzebna przystań kajakarska.Zachodzi zatem pytanie do kogo adresowany jest cały szlak?I po co te przystanie?Dla zwałkowiczów?Im taka infrastruktura nie jest potrzebna,pewnie woleliby usprawnienie przenosek na Redze(są upierdliwe).Dla szuwarków?Przecież oni się popłaczą jak zobaczą te powalone drzewa na rzece,gdzie czasami trzeba wysiąść na brzeg(a tam pokrzywy,komary i inne mordercze bestie:-))Dlatego ciągle odnoszę wrażenie że wszyscy o czymś mówią ,tylko nie bardzo mają pojęcie o czym.I święta racja że chyba nikt nie skonsultował projektu ze środowiskiem kajakarskim ,tak jak utworzenie nowych ścieżek rowerowych konsultuje się z rowerzystami(no czasami).Płynąc zresztą wzdłuż szlaku tych przystani miałem nieodparte wrażenie że cały projekt ktoś celowo sabotuje od wewnątrz.No i wczoraj pojawiło się coś takiego.
"Gryfice - Trzebiatów. "Otwarty konflikt polityczny"
http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34939,9993954,Gryfice___Trzebiatow___Otwarty_konflikt_polityczny_.html
Czyli nie wiedzą ręce co czyni głowa.Tylko dlaczego za cudze wojny obrywają bogu ducha winni kajakarze?Źle się dzieje w Państwie Polskim.

Art

26.07.2011 o 12:13


Sprawa co prawda nie tyczy się Regi ale potwierdza bezmyślność urzędników.
W Puszczykowie na warcie wybudowano przystań bez żadnego zaplecza ,z pewnością jest to udogodnienie do zwodowania kajaka ale czy ma sens budować za 250 tyś. pomost ?
www.tvp.pl/poznan/aktualnosci/przystan-k...puszczykowie/4966833

Piotr

26.07.2011 o 13:15

Czy ma sens?Nie wiem,co ma sens a co nie ma sensu?Fajnie że dorzuciłeś informację.Tylko tu sprawa jest trochę inna.I pomysł jakby trochę jednak bardziej sensowny.Ponieważ jest chęć wydzierżawienia tego miejsca,zapewne pod działalność komercyjną.Poza tym nie ma nic o funduszach.Jeśli są to publiczne i znajdzie się sensowny dzierżawca a uda się ożywić ruch na tym odcinku Warty,to gra warta jest świeczki.To może się zwrócić(inwestycja jak każda inna).Nie ma tam wielgaśnych budynków,węzłów sanitarnych,kafelek do mycia i zbędna jest kilkuosobowa obsługa obiektu.Teraz wystarczy że weźmie to w swoje ręce ktoś rozsądny.I może być fajnie.Jako kajakarz nie oczekuję pałaców,super marmurowych toalet itd.W Wolinie na prywatnym polu namiotowym jest kabina do kąpieli i zaplecze sanitarne w czymś w rodzaju barakowozu lub naczepy.Kilka zadbanych toytoyów i jest ok.Tyle mi wystarczy.Wszystko jest zadbane itd.Tylko trzeba zapłacić.Ale żyjemy w czasach gdzie od dawna za wszystko się płaci.Jeśli wiem ile kosztują noclegi,mogę zaplanować wydatki .Gorzej jest jak w opisanym Mrzeżynie.Że niby coś za darmo a i tak za wszystko trzeba zapłacić.Lepiej żeby te przystanie w powiecie gryfickim były płatne.Wtedy wszystko by było jasne.Może to zamierzenie na Wartą nie jest takie głupie.Ciekawe tylko jak się rozwinie.I czy doczekamy finału sprawy.Teraz najważniejsze jest znaleźć inwestora i dzierżawcy w jednym.Miejsce już jest.Lepsze to niż granie głupa że coś za darmochę jak później i tak trza dołożyć.Nie ma nic za darmo.Te czasy się skończyły.Chyba że dzierżawę przejmie znajmy królika lub inna ustawiona osoba.To za publiczne pieniądze zrobiono komuś prezent i ktoś się ustawił.Ale od oceny takich faktów jest CBA.Pożyjemy ,zobaczymy jak się sytuacja rozwinie:-)

~at

01.08.2011 o 18:03

ja chciałem tylko powiedzieć że przystań kajakowa w Trzebiatowie trzyma wyżej opisany poziom i jest całkowicie bezpłatna:) po przeczytaniu artykułu z szczecińskiego dodatku gazety wyborczej mam wrażenie że pan redaktor był na jakiejś innej przystani:)

~anonimowy kajakoholik

30.09.2011 o 14:44

Potwierdzam,przystań w Trzebiatowie jest na dobrym poziomie i jest tam dwóch panów którzy dbają o ład i porządek,pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia w 2012 roku

~anonimowy kajakoholik

20.02.2012 o 16:51

W Gryficach miejscowi urządzili sobie zabawę i rzucali w nasz spływ (większość dzieci!) kamieniami. Zatelefonowałem na policję. Stróż prawa powiedział, że zna problem, ale nie przyjdzie, bo się boi...

~anonimowy kajakoholik

17.09.2012 o 17:07

mogę powiedziec, że w Gryficach wszystko się poprawiło. W końcu mozna wypożyczyc kajak, jest obsługa no i wszystko zostało odnowione

~anonimowy kajakoholik

Moderujemy komentarze. W trosce o jakosc dyskusji usuwamy wulgarne lub niezwiązane z tematem komentarze.

Dodaj swój komentarz:
Treść:
Podpis:

Bronimy się przed automatami spamerów, dlatego niezalogowani muszą odpowiedzieć na pytanie:Jeden plus jeden?
Jaką liczbę otrzymam, jeśli dodam jeden do liczby kajaków na powyższym zdjęciu?
 
 

Materiał pochodzi z serwisu
kajak.org.pl