jarek_celina.jpg Wspaniali podróżnicy, kajakarze, gawędziarze i anielskie dusze już nam nie opowiedzą kolejnej historii, nie zaśpiewają przy ognisku. W dzień po wypłynięciu na Ukajali, wg świadków zostali zastrzeleni.

Trzy tygodnie temu pisaliśmy o niepokojących wieściach - Celina Mróz i Jarek Frąckiewicz nie wrócili w planowanym terminie ze swej wyprawy do Ameryki Południowej, na rzekę Ukajali. Ostatni wpis na Ich blogu pochodził z miejscowości Atalaya, skąd wyruszyli na spływ.

Dzięki Waszej ofiarności na poszukiwania wyruszył Tomasz Surdel. Niestety, wkrótce po jego przybyciu na miejsce, przysłał najgorszą możliwą wiadomość - o Ich śmierci. Nie chcemy powtarzać informacji - opis z pierwszej ręki znajdziecie w serwisie Tierralatina.

 

Pierwszy raz przeczytałem o Nich w Wiośle. Barwna opowieść o spływie, wywrotkach... Na pl.rec.kajaki posypały się na Ich głowę gromy - że szaleństwo, składakiem na górską rzekę, że brak umiejętności i rozwagi... Sam zapewne tak pisałem.

Niedługo potem poznałem Jarka i Celinę osobiście. Skromni, z pokora przyjęli naukę, zaczęli uczyć się techniki. Ale stylu nie zmienili - zawsze ten sam Tajmień lub dwa, zawszę ta sama idea - wziąć plecaki - z kajakami i sprzętem, i najprościej jak to możliwe - ruszyć w nieznane.

Myślę, że film umieszczony obok ukazuje, co kochali. Poczytajcie też o Nich: na stronie, na blogu, facebooku. To był sposób na życie, który ukochali.

Gdy wracali - przywozili piękne, barwne - i zabawne opowieści. Jarek, z jego dystansem do siebie, opowiadał, w jaki tarapaty tym razem popadli. W tych gawędach zawsze wyzwaniem była woda, przyroda, okoliczności. Nigdy - ludzie.

Było coś w Nich takiego (skromność? humor? serce na dłoni?), iż zawsze zjednywali sobie przychylność spotykanych osób. Tym straszniejsza jest ta wiadomość. Ogromna strata dla nas wszystkich, tym trudniejsza - że niezrozumiała. To nie rzeka ich pokonała, lecz człowiek. Niezależnie, kto nim był - jak inny musiał być, iż nie zauważył Ich piękna, nie przyjął przyjaźni.

Nie widywałem się z Celiną i Jarkiem zbyt często. Zwykle przy okazji targów, prelekcji. Tym trudniej przyjąć do wiadomości fakt, że opowieści się skończyły. Zostały – wspomnienia. I gorący zakątek w sercu, że można tak prosto, bez pośpiechu, wypasionego sprzętu i wielkich pieniędzy, za to z otwartością na wszystko i wszystkich.

Rozpoczynając swój blog o wyprawie do Peru pisali: "Po przeczytaniu książki Arkadego Fiedlera 'Ryby śpiewają w Ukajali' decyzja była jedna – my też chcemy usłyszeć ryby śpiewające w Ukajali, ruszamy więc do Peru.". Niech ryby z Ukajali śpiewają im na wszystkich szlakach, które teraz, w niebieskich krainach, pokonują. A my wypijmy za Nich kieliszek Ich ulubionego porto. Nie było w Ich stylu się smucić.

Piotr Kaliszek -- 11.07.2011 o 10:53 -- 9 koment.

komentarze

11.07.2011 o 19:54

Wielki żal że nie spotkam Jarka i Celiny na "Złotych L " czy gdzieś indziej.Trudno , niech pływają w " Krainie wiecznych spływów"

~Kazik

11.07.2011 o 22:39

Odchodzą--Ci wielcy też.Podobno lepiej umrzeć w locie ,niż......,a jednak cholerny żal.Emeryt Piotr

piotr

11.07.2011 o 23:27

Przykro

~KrzysiekP

12.07.2011 o 14:00

Strasznie smutna sprawa. Tym bardziej, że ostatnie doniesienia z Peru wskazują, że nie naruszyli oni żadnych lokalnych zwyczajów.
http://twitter.com/#!/tomeksurdel

Bartosz Sawicki

12.07.2011 o 21:48

Znalem ich oboje od wielu lat. W Gdansku spalem kilka razy u nich na podlodze. Ich serdecznosci niestety nikt juz nie doswiadzy:((( W Brazylii 19.06 i 25.06 bylem dwukrotnie rabowany przez uzbrojonych w karabiny, rewolwery oraz maczety bandytow. Zycie ocalilem; Oni nie. Olek Doba (ewakuuje sie z Brazylii)

~Olek Doba

13.07.2011 o 09:42

Kiedy zaczynała się organizacja poszukiwań, strasznie się przestraszyłem. Z jednej strony chciałem pomóc, z drugiej nie chciałem, żeby sam poszukiwania oznaczały, że stało się coś złego. Jakby jakieś sprzężenie zwrotne było - skoro szukamy, to skazujemy ich na wypadek...
Teraz wiem, że wypadek był, dużo wcześniej przed naszymi poszukiwaniami...
Znałem ich - to za dużo powiedziane. Kilka razy spotkałem ich na kajakowych szlakach. Ale te kilka razy wystarczyło, żeby gdzieś w człowieku zakorzeniła się ogromna sympatia dla tej dwójki osób, którzy spokojnie podchodzili do życia. A mimo tego spokoju, zawsze dla życia mieli ogromną miłość i korzystali z niego w pełni.
Chciałbym, żebyśmy wszyscy tak potrafili czerpac pełnymi garściami, a jednocześnie nie dali się wtłoczyć w dziki korporacyjny pęd XXI wieku.
Nic więcej chyba napisać się nie da - bo żadne więcej słowa całości nie oddadzą...

/maati

13.07.2011 o 13:29

Horror! Najnowsze doniesienia Tomka Surdela:
"Jak już wiecie indiańska milicja ze wspólnoty Tahuarapa złapała jednego z morderców. Wczoraj popłynęliśmy po niego z policja, prokuratorem i marynarką wojenną.
Facet, 40 lat, przyznał ze to on zabił Jarka. Celine zabił siostrzeniec. Były to strzały ze strzelby, z bliskiej odległości później były też strzały z łuku.
Nowością jest, że nie było żadnego biwaku. Oni zostali zastrzeleni na wodzie, w kajaku. Strzały zostały oddane z łodzi.
Tomek Surdel"

Piotr Kaliszek

14.07.2011 o 10:05

20.07.2011 o 16:12

[']

~T

Moderujemy komentarze. W trosce o jakosc dyskusji usuwamy wulgarne lub niezwiązane z tematem komentarze.

Dodaj swój komentarz:
Treść:
Podpis:

Bronimy się przed automatami spamerów, dlatego niezalogowani muszą odpowiedzieć na pytanie:Jeden plus jeden?
Jaką liczbę otrzymam, jeśli dodam jeden do liczby kajaków na powyższym zdjęciu?
 
 

Materiał pochodzi z serwisu
kajak.org.pl