Postarałem się przeanalizować sytuacje prawną i odpowiedzieć na pytanie, kiedy uprawnienia IRR są potrzebne, a kiedy nie? W wyniku tych rozważań powstało pismo z prośbą o interpretacje Ministerstwa Sportu.
Sprawa uprawnień wymaganych do prowadzenia spływów ciągle powraca. O ile wiadomo już, że Instruktor Rekreacji Ruchowej to jedyne uprawnienia ważne z punktu widzenia prawa. To nadal nie jest jasne (przynajmniej dla mnie), na jakich spływach są one wymagane, a na jakich nie?
Sprawa okazała się na tyle nie jasna, że zdecydowałem się poprosić o wyjaśnienie Ministra Sportu.
Zapraszam do lektury prawnie zaangażowanej:
kajak.org.pl/wiedza/prawo/irr
... czekam na komentarze i pomoc.
Bartosz Sawicki -- 06.07.2006 2006 16:48 -- 8 koment.
komentarze
09.07.2006 2006 10:34
Problemów z IRR jest dużo więcej – nie tylko zresztą natury prawnej, ale i organizacyjnej. Jak zauważyłem mamy tu do czynienia ze splotem niekorzystnych czynników, które w sposób doskonały ograniczają dostępność tych kwalifikacji.
Zacznijmy od organizacji szkoleń. Żeby zacząć potrzebna jest grupa minimum 10 osób, które mają przynajmiej 2 tygodnie wolnego (najczęściej poza sezonem urlopowym) i gotowe są dojechać (spać i jeść) na własny koszt w drugi koniec Polski, płacąc za wątpliwej jakości usługę ok. 1000 złotych – takie są realia większości kursów.
Z tej “wątpliwej jakości” zaraz się wytłumaczę. To co napisał Bartosz było bardzo trafne. Jak porównać szkolenia na IRR prowadzone chociażby na Dunajcu, z tymi prowadzonymi na Bugu, albo na Jeziorze Roś? Uprawnienia dają przecież takie same. A zawartość merytoryczna i praktyczna?
Uważam, że śmiało można było (przy odrobinie dobrej woli ustawodawcy) zaliczać TOK-i czy inne odznaki i stopnie PZKaj jako część praktyczną kursu IRR.
Szwagier mój, studiując na AWF podczas jednego obozu letniego, zrobił chyba wszystkie nawodne IRR! - chociać jak sam twierdzi w kajaku siedział ok. 1,5 godziny.
Wiosną tego roku, chciałem z młodzieżą (licealną) popłynąć na spływ. Żaden tam hardcore, tylko stara poczciwa Krutynia. Okazało się że nie mogę z powodu braku uprawnień – co zresztą jest zrozumiałe. W życiu zorganizowałem kilkanaście spływów (w tym kilka wielodniowych), dochapałem się srebrnego TOK-a i ukończyłem podstawowy kurs pomocy przedlekarskiej. Mam doświadczenie w pracy z młodzieżą (ludźmi).
Problem polega na tym, że w takiej sytuacji prawno-organizacyjnej, większość nauczycieli, wychowawców i osób zajmujacych się amatorsko organizacją spływów, pozbawiona została możliwości uzyskania stopnia IRR. Dyskretnie pomijając kwestie finansowe (wszak za marzenia trzeba czasami zapłacić dietą opartą o kaszankę), twierdzę, że organizacja systemu szkoleń IRR w Polsce, praktycznie pozbawiła nas możliwości zdobycia rzeczonych uprawnień. Komu i czemu to służy? Niestety nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.
MG
10.07.2006 2006 17:38
Moje odczucia są bardzo zbliżone do tego co napisał MG. IRR zostało wprowadzone, jakby na przekór wszystkim dotychczasowym uprawnieniom. A powinno być chyba dokładnie odwrotnie, to znaczy korzystając z doświadczeń instruktora PZKaj i przodownika PTTK można by zbudować coś nowego, ale bez zrywania ciągłości.
Niestety IRR został wprowadzony w 2001 roku i obawiam się, że teraz jest już za późno na jakieś gruntowne zmiany.
Teraz też nie jest lepiej :( Na pl.rec.kajaki grzmią dyskucje o obowiązku rejestracji wszystkich kajaków o długości powyżej 5 metrów, czy o obowiązku zgłaszania spływu przełomem Dunajca z 24 godzinnym wyprzedzeniem. Wygląda na to, że niestety władza nie mądrzeje.
Bartosz Sawicki
01.09.2006 2006 14:11
Wiem, że PTTK wraz z PZKaj próbowaly zrobić w poprzednim roku kolejny (odbyły się 3) kurs - ten miał być przeznaczony głównie dla nauczycieli z uprawnieniami PZKaj i PTTK, ale nie odbył się z braku chętnych.
Te kursy, o których piszę, uwzględniały posiadane uprawnienia PTTK (przodownika turystyki kajakowej) i PZKaj (instruktor rekreacji i turystyki).
A jeśli chodzi o młodzież szkolną, to jest wyjście - istniejące przepisy MEN o imprezach turystycznych dla dzieci i młodzieży szkolnej pozwalają na prowadzenie splywu przez przodownika.
Gośka
13.08.2008 2008 07:35
13.08.2008
Rozporządzenie w sprawie szczegółowych zasad i warunków prowadzenia działalności w dziedzinie rekreacji ruchowej. (Dz. U. z dnia 20 września 2001 r.) odnosi do art art. 42 ust. 3 ustawy z dnia 18 stycznia 1996 r. o kulturze fizycznej czyli do Art. 42. 1. (67) Organizowanie działalności w dziedzinie rekreacji ruchowej oraz tworzenie odpowiednich warunków materialno-technicznych dla jej rozwoju jest obowiązkiem organów administracji
rządowej, organów jednostek samorządu terytorialnego i klubów sportowych.
W przeciwnym razie nasze życie stałoby się absurdalne. Kupienie dziecku skakanki musiałoby się wiązać z koniecznością zatrudnienia instruktora. Z przepisów tych wynika nie więcej jak to,że jednostki samorządu terytorialnego muszą w klubach sportowych itp. jednostkach zatrudniać osoby o wyznaczonym kwalifikacjach. Bardzo słusznie, ponieważ samorząd terytorialny wydaje nasze pieniądze ( podatki). Natomiast my wydajemy własne pieniądze i dlatego mamy prawo wybrać sobie spływ kajakowy bez instruktora.
Zadawane przez Was pytania ministerialnym urzędnikom należy zaliczyć do bardzo niebezpiecznych, gdyż może nasunąć im pomysł zorganizowania wzorem innych zawodów np. izby instruktorów kajakarstwa i idących za tym egzaminów oraz opłat z nimi związanych. Izba inż budownictwa pobiera w ten sposób od osób wykonujących samodzielne funkcje techniczne w budownictwie około 100 milionów rocznie za prawo wykonywania zawodu. Powstał w ten sposób zawód podpisywacza. Stare zgredy, którym nie chce się pracować ale opłacają składkę firmują nazwiskiem to co robią młodzi, których do zawodu dopuszcza się dopiero po wieloletniej praktyce i kretyńskim egzaminie.
Przytoczona odpowiedź Ministerstwa z dnia 19 października 2006r jest złowieszcza, dlatego zawczasu przejmijcie inicjatywę i wzorem krajów zachodnich niezobowiązujące certyfikaty instruktora kajakarstwa turystycznego niech przyznaje honorowo Wasza organizacja. Honorowe dlatego, gdyż nie mogą być obowiązkowe, ponieważ pochłonie was piekło za ograniczanie wolności. Dla turystów będzie to wskazówka,że jakaś organizacja firmuje instruktora, ktoś go docenił i dał za niego gwarancję. W ten sposób w krajach o wyższej cywilizacji niż nasza posttotalitarna wyrosło wiele prestiżowych organizacji.
z poważaniem
Joanna
~anonimowy kajakoholik
13.08.2008 2008 08:41
Niestety, nie bardzo rozumiem skąd taka interpretacja w ograniczeniu stosowania rozporządzenia wyłącznie do organów RP.
Cytując:
"§ 1. Rozporządzenie stosuje się do osób fizycznych i prawnych oraz jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej, prowadzących w obiektach, na terenach zamkniętych i w środowisku otwartym, w sposób stały i sezonowy, nieodpłatnie i za odpłatnością, zorganizowaną działalność w dziedzinie rekreacji ruchowej w zakresie: [...]
2) innych form aktywnego wypoczynku rekreacyjno-sportowego, a w szczególności: biwaków, obozów, rajdów, zlotów, spływów, turniejów, festynów i zawodów amatorskich."
Wydaje się że ogarnia to absolutnie wszystko i nie widzę podstaw do takiego ograniczenia tego przepisu, choć wolałbym się mylić.
A że "W przeciwnym razie nasze życie stałoby się absurdalne."? Cóż, wygląda na to że jest absurdalne.
Piotr Kaliszek
13.08.2008 2008 09:47
Przy okazji - warto by wystosować kolejne pismo... od poprzedniego minął prawie rok.
~
13.08.2008 2008 16:23
@Joanna: Twój tok myślenia pokrywa się z tym co napisał już kiedyś Jerzy Gondek (patrz komentarze pod moim tekstem), a potem podobnie opisał sprawę prawnik i kajakarz Piotr Kacperski w magazynie "Wiośle". Dla mnie sprawa nie jest tak oczywista, ale mogę się mylić.
Oczywiście możemy dopisać w regulaminie, że "organizator nie jest klubem w rozumieniu ustawy" i w ten sposób próbować uciec od wymagań stawianych przez rozporządzenie. Takie rozwiązanie proponuje Kacper, Jerzy Gondek i Joanna.
Tylko, że w ten sposób rozporządzenie przestaje dotyczyć firm, biur i wszelkich innych organizatorów nie będących klubami. Taka interpretacja stoi w jawnej sprzeczności z § 1 rozporządzenia, o czym pisał Piotr Kaliszek.
Jeśli chodzi o pisanie kolejnych pism, to pewnie, że można. Trzeba by mieć tylko jakąś wizje tego co chcemy osiągnąć. Okrzyki "zlikwidować IRRa" mają swoich zwolenników, ale obawiam się, że Ministerstwo nie traktuje ich poważnie. Ja osobiście nie mam jakiejś dobrej koncepcji wyjścia z tego IRRowego bagna. :(
Bartosz Sawicki
13.08.2008 2008 22:18
Minister wydał rozporządzenie na podstawie w Art 42 ust 3 ustawy a ten art odnosi się do organów administracji rządowej, organów jednostek samorządu terytorialnego i klubów sportowych. Delegacja ustawodawcy dla mnie jest jednoznaczna. Gdyby było inaczej ustawodawca zawarł by delegację w odrębnym art. i powinien zdefiniować jednoznacznie pojęcia rekreacja ruchowa itp. Ustawa jest aktem wyższej rangi niż rozporządzenie. Minister się rozpędził . Jest to charakterystyczne, ponieważ w Polsce zmiana prawa traktowana jest jako źródło zarobków dla ustępujących urzędników. Co pół roku zmienia się w Polsce Prawo Budowlane, ponieważ idą za tym szkolenia, publikacje, egzaminy itp. Urzędnicy ministerstw są tak bezczelni, że już trakcie zmian przepisów ogłaszają w internecie,że prowadzą szkolenia. Samorządy i różne inne instytucje jak np. Lasy Państwowe wydaja miliony z naszych podatków na kolejne szkolenia ludzi, którzy słuchają wyłącznie interpretacji przepisów tych cwaniaków. Przepis znaczy tyle ile z niego można wyczytać, jeżeli jest nie jasny to jest to problem ustawodawcy a nie obywatela. Idiotyczne przepisy są w Polsce po to kreowane aby urzędnik miał okazje do nabicia obywatela w butelkę. Dlatego nie należy dawać się wciągać w idiotyzmy. Dla obrony radzę śledzić i notować, który to z urzędników ( często w godzinach urzędowania) zasiada w komisjach kwalifikacyjnych albo robi szkolenie i natychmiast składać doniesienie do prokuratury.
Administracja jest dla obywateli a nie odwrotnie. To potrzeby obywateli mają kreować przepisy a nie chciwość urzędników.
Dlatego warto rozwijać organizacje pozarządowe i promować je, przyznawać certyfikaty i nagrody np. dla najlepszego instruktora.
Nie ma IRR -a i koniec a jeżlei jest to niech wam minister wykaże go na drodze postępowania administracyjnego. Zawsze na końcu można zaskarżyc rozporządzenie ministra do Trybunału Konstytucyjnego. Co najśmieszniejsze w Polsce Sądy Powszechne mają w tzw d. postanowienia Sądu Administracyjnego. Ważne czy ktoś cię może ukarać za to,że nie jesteś IRR-a a przepisów karnych sie nie doczytałam. Myślę,że w waszej działalności ważniejsze jest ubezpieczenie.
Joanna
~anonimowy kajakoholik