kategoria: szlaki / zagranica


South East Asia White Water Circuit 2000

11 listopada - 29 listopada 2000

Bartosz Sawicki

Miałem bardzo dużo szczęścia, udało mi się wziąść udział w międzynarodowym festiwalu kajakarstwa górskiego, który odbywał się w Tajlandii i Indonezji. Poznałem czołówkę światowych kajakarzy i pływałem w bardzo egzotycznej scenerii.

Imprezę wypatrzyłem w Internecie już kilka lat temu, wtedy jednak nie czułem się w kajaku dość pewnie. Na wiosnę tego roku dostałem kolejne zaproszenie i zachetę do starania się o sponsorowanie. Zasady były proste: 15 kajakarzy z całego świata miało dostać za darmo bilety lotnicze z dowolnego miejsca na świecie do Tajladnii. Wysłałem swoje kajakowe CV i czekałem. We wrześniu przyszła odpowiedź: Tak, jest Pan na liście sponsorowanych. Jeszcze tylko trochę formalności wizowych, 100 dolarów wpisowego i poleciałem.


Festiwal składał się z dwóch części Tajlandzkiej i Indonezyjskiej. Ze wszystkimi uczestnikami, okolo 30 osób z całego świata (byli przedstawiciele USA, Francji, Kanady, Norwegii, Finladnii, Danii, Indonezji, Australii, Nowej Zelandii, Rosji, Anglii i ja) spotkałem się w Chiang Mai (północna Tajlandia). Następne 5 dni spędziliśmy pływając rzekę Mae Teng.

W Tajlandii nie ma zbyt wiele białej wody. Jednak na północy kraju pojawiają się pokryte dżunglą góry i można tam znaleźć kilka dobrych rzek. Z informacji organizatorów (malezyjska firma Tracks Ltd.) wynikało. ze Mae Teng jest z nich najlepsza. Pływaliśmy 10km odcinek, którego trudność była okolo WW3+ z miejscami WW4+. Rzeka jest raczej kamienista i odsyć stroma, przepływ około 20 m3/s. Ciepla woda, wokoło dżungla, zwisajace liany, słonie oto sceneria jaka towarzyszy kajakarzom w tamtej okolicy. Rozegraliśmy trzy konkurencje: freeride (z ang.: zabawa w kajaku na 100m odcinku rzeki WW4+) , headtohead (z ang.: wyścigi dwóch kajakarzy, ok. 1km) i downriver (zjazd, 10km). Cały czas mieszkaliśmy sobie wygodnie w hotelu i żywiliśmy się bardzo ostrą, ale wyśmienitą kuchnią tajska. Tajlandczycy (tajowie ??) słyną z grzeczności i uprzejmości - rzeczywiście tak jest, co dodatkowo umilało pobyt. Pogoda była idealna, czyli 15-25C i dużo słońca.

Następne kilka dni spędziliśmy podróżując wieloma środkami lokomocji: samolot, autokar, prom, łodź motorowa, autobus. Pokonaliśmy w ten sposób 2tys km i znaleźliśmy się nad rzeką Asahan na północnej części Sumatry (Indonezja).

Asahan jest dużą rzeką wypływającą z ogromnego jeziora wulkanicznego Toba. Mimo, że postawiono na niej kilka tam i elektrowni, odcinek poniżej nadal dostarcza wielu kajakowych przeżyć. Zawody zaczynały się tuż poniżej ostatniej tamy. Przepływ 120m3/s, szerokość minimalna 30m - to jest na prawde sporo. Bardzo ciepła woda, płynie szybko i jak mówili niektórzy - najbliższa cofka jest w morzu ;) Długie bystrza i silne odwoje sprawiły, że trudność rzeki to WW4 (WW5). Centrum wszystkich uroczystości stanowiła wioska Perhitean, gdzie spaliśmy w wojskowych namiotach. Otwarcie imprezy bylo bardzo uroczyste: był minister, gubernator i inni oficjele. Analogiczne, jak w przypadku Mae Teng rozegrano trzy konkurencje, a zwycięzcy otrzymali nagrody pieniężne. Zdażały się jednak również wpadki organizacyjne (no cóż widać, że Tajlandia jest bogatszym państwem). No ale Asahan White Water Challenge bylo rozgrywane po raz pierwszy, jestem pewien, że w przyszłym roku będzie lepiej. Na zakończenie i już zupełnie rekreacyjnie spłyneliśmy wąwóz Asahan (przepiękny, egzotyczny kawałek WW). Niestety impreza odbywała się dokładnie w czasie pory deszczowej, w związku z tym padało bardzo często, a słońce pokazywało się naprawdę sporadycznie. Mimo tego było bardzo gorąco, 20-30C (w końcu byliśmy tylko 2 stopnie powyżej równika).

Powrót do Bangkoku to kolejne kilka dni podróżowania (przy okazji zahaczyłem jeszcze o Malezję ;)). Do odlotu z powrotem od Europy miałem jeszcze 3dni, więc dosyć gruntownie udało mi się zwiedzić to wielkie, gorące i bardzo głośne miasto.

Poziom kajakarzy, którzy przyjechali na zawody był bardzo wysoki. Z czołówki światowej pojawili się m.in.: Tao Berman, Brad Ludden, Annie Chamberlain, Corey Nielsen, Taylor Robertson, Sam Drevo, ..... (właściwie większość nazwisk była znana z magazynów kajakowych i nie wiem, kogo pominąć). Reprezentowane przeze mnie umiejętności wypadały w konfrontacji z nimi bardzo słabo. Udawało mi się jednak ukańczać konkurencje i nie być ostatnim na mecie ;-]. A oni są na prawdę niesamowicie dobrzy i do tego pływają 300 dni w roku. No coż ... :(

Wycieczka była na pewno bardzo egzotyczną i fajną przygodą, jednak jeśli chodzi o warunki do uprawiania kajakarstwa górskiego to nie było to nic rewelacyjnego. No może poza widokami i temperaturą wody. Wiem, że są inne rejony świata równie egzotyczne, a również posiadające większe zagęszczenie rzek WW. Jeśli jednak szukacie raju, to na Sumatrze można znaleźć go z kajaka.

Więcej większych zdjęć można znaleźć w galerii klubu WAKK Habazie.

Bartosz Sawicki, sawickib@iem.pw.edu.pl

7 stycznia 2001 roku, Brwinów.

 
 

Materiał pochodzi z serwisu
kajak.org.pl