kategoria: szlaki / zagranica


Krym 2005

autor: Józek Chłopek mortimer2@interia.pl, KTR Kontra . Lublin,10 maja - 8 czerwca 2005.

Galeria zdjęć

W pierwotnym założeniu niniejszy tekst miał być tylko i wyłącznie "suchym" przewodnikiem i opisem rzek płw. Krymskiego ale postanowiłem do niego dodać przynajmniej krótki opis jak się tam znalazłem.

Do wzięcia udziału w tej wyprawie namówił a raczej skusił mnie mój dobry znajomy Oleg Sizon sizon@watersport.com.ua z Charkowa(Ukraina). Wcześniej kilka ciekawych wyjazdów na wschód śmignęło mi koło nosa, albo z powodu lenistwa albo z braku środków. Tym razem postanowiłem, że nie odpuszczę.

Dojazd

Termin najpierw marcowy uległ kilku modyfikacjom i ostatecznie postanowiono, że jedziemy 6 kwietnia. Dla mnie była to sprawa trochę karkołomna bo musiałem od razu po powrocie z Bieszczad, gdzie urządziliśmy sobie wypad na tamtejsze rzeki, wsiadać do autobusu relacji Lublin-Lwów. Kajak wcześniej przetransportowałem do rodziców(moi rodzice mieszkają w Drohobyczu ok. 90 km od Lwowa) więc sprawa była nieco łatwiejsza. Ze Lwowa pociągiem do Drohobycza, w Drohobyczu nocleg oraz wysłuchanie litanii rodziców na temat nieprzydatności kajakarstwa górskiego w moim życiu oraz czyhających na mnie niebezpieczeństwach na temat jeżdżenia w pociągu z kajakiem(moja mama ma jednak zdolność prorokowania) i o 5 rano piesza pielgrzymka z plecakiem i kajakiem na plecach(Eskimo Topo) na oddalony od domu ok. 2 km dworzec kolejowy. W pociągu relacji Drohobycz . Lwów byłem źródłem wielkiego zainteresowania oraz wielu wyzwisk typu p........ sportowiec, ponieważ pociąg był niezwykle zatłoczony a ja nie pozwalałem siadać na kajak(no, jednej staruszce pozwoliłem oraz jednemu dzieciakowi który bardzo chciał wsiąść do środka). We Lwowie znów mnie czekała piesza pielgrzymka z kajakiem i bagażem na plecach od jednego dworca kolejowego do drugiego oraz rewizja milicji poszukującej narkotyków w kajaku oraz w drążku wiosła. Doczekałem się swego pociągu(Lwów-Simferopol) zacząłem się ładować ale panie .prowadnice. kazały mi dokupić bilet na bagaż. Później jak się okazało przy kontroli bilet nie był wymagany i za błąd dostałem gratisowo herbatę, ciastka oraz pościel w stylu na koszt firmy mimo że bilet bagażowy kosztował trochę więcej niż mi .zwrócono.. W pociągu trochę się potrudziłem z montowaniem kajaka na półkę bagażową i zacząłem odsypiać Bieszczadzkie wojaże. Kupiłem bilet na wagon płackartny czyli otwarte przedziały na 4 os. Wieczorem obudził mnie głos małej dziewczynki domagającej się obudzenia .tego wujka. i żeby tenże wujek pozwolił jej wsiąść do kajaka. Trochę czasu zajęło zanim spełniłem zachciankę młodej damy(o naiwny myślałem że na tym się skończy) i znów udałem się do snu. W nocy kilkakrotnie się budziłem od hałasów i musiałem zabierać od tejże dziewczynki a to kask a to rzutkę a to wiosło. W końcu Simferopol. Na miejscu przenocowałem u nowopoznanej rodziny która jakiś czas temu wróciła z zsyłki z Kazachstanu. Wcześnie rano spod dworca odebrali mnie chłopaki i udaliśmy się na podbój Wielkiego Kanionu Krymu. Po drodze spotkaliśmy zrezygnowanych kolegów kajakarzy z Białorusi, którzy chcieli nas wyprzedzić w odkrywaniu tego malowniczego zakątka świata. Białorusini spłynęli jakiś odcinek Auzu-Uzeń(Uzu-Uzeń) ale zrezygnowali z dalszego pływania i kilka dni czekali nad kanionem w nadziei że woda opadnie a potem postanowili pojechać z kajakami nad morze.(Według najnowszych informacji Białorusini wrócili po tygodniu i spłynęli odcinki gdzie była jeszcze woda). Po tym spotkaniu wszyscy milczeliśmy gdyż spotkanie bardzo nam obniżyło morale a nikt z nas nie był na tyle odważny by zaproponować opalanie się nad morzem zamiast pływania.

Pierwszy dzień pływania

Godzina 10 dojeżdżamy do początku Kanionu(na skalnej ścianie wielkimi czerwonymi literami wypisano Wielki Kanion Krymu . Park Narodowy), przebieramy się i z kajakami wyruszamy w ponad kilometrową wycieczkę stromą ścieżką do miejsca startu. Ochroniarze Parku na nasz widok osłupieli i zaczęli wypytywać co zostanie z tych kajaków po końcu spływu. Dla mnie był to najdłuższy kilometr w życiu . na miejsce dotarliśmy po ponadgodzinnej wędrówce. Poziom trudności rzeki też nie napawał optymizmem, jak się później dowiedziałem była to najłatwiejsza rzeka.

Rz. Auzu-Uzeń

Start ok. 300 m niżej od wpłynięcia lewego dopływu(źródło Panija) do rzeki Auzu-Uzeń. W tym miejscu rzeka w naszym przypadku zaoferowała nam ok. 5m3/s. Taka masa wody jest najbardziej optymalną do spłynięcia całego odcinka rzeki. Spływ przy 10 m3/s lub więcej wydaje mi się całkowicie niemożliwy i stanowi ogromne zagrożenie dla życia. Temperatura wody ok. 8-10 stopni, woda przeźroczysta o niebieskawo . zielonym kolorze. Spadek od 120 do 100 m/km. Przeszkody następują jedna po drugiej więc na spływ należy zarezerwować sobie cały dzień. Często spotykaliśmy zwalone drzewa w wodzie. Należy pamiętać że napis Wielki Kanion znajduje się w połowie drogi płynięcia i od tego miejsca po zejściu na dno kanionu należy odbić wąską ścieżką biegnącą w górę rzeki w prawo. Koniec spływu . mamy tu dwa warianty albo zakończyć spływ w miejscu gdzie rozpoczynało się pieszą wędrówkę albo płynąć dalej do pierwszego mostu i wyjść na szosę z lewej strony.

Poziom trudności można zmieścić gdzieś między WW IV+ a WW V. Rzeka składa się z wąskich przesmyków między kamieniami, wodospadów oraz krótkich jeziorek za nimi.

Najtrudniejszy odcinek znajduje się mniej więcej w połowie drogi ok. 400 m powyżej trzymetrowego wodospadu i kończy się ww. wodospadem. W przypadku wodospadu jak i wielu innych slapów niezbędna jest asekuracja na żabę. Przy wodospadzie należy uważać na odwój który lubił nam płatać niespodzianki oraz na podmytą skałę z prawej strony w którą bije woda wypływająca z odwoju. Tworzenie dokładnego opisu moim zdaniem nie ma sensu gdyż rzeka jest wymagająca i wymaga od nas dokładnej analizy drogi płynięcia. Czas płynięcia z asekuracją, oglądaniem rzeki i pozowaniem do zdjęć wynosi ok. 5 do 6 godzin.

Rz. Kokozka

Rzeka powstaje z chwilą wpłynięcia do Auzu-Uzeń potoku Sara-Uzeń, przepływ w naszym przypadku to ok. 8 . 9m3/s. Spadek ok. 50 m/km . równomierny. Dużo drzew w wodzie a z brzegu zwisają gałęzie kolczastych krzaków które rozerwały niejedną kurtkę. Najlepszym miejscem do startu to most przy którym zakończył się spływ po Auzu-Uzeń. Rzeka nieco trudniejsza od Auzu-Uzeń, mimo mniejszego spadku daje się odczuć większa masa wody. Jeśli startujemy przy w.w mostku to czeka nas ok 700 metrow spokojnego bystrza i za zakrętem w lewo znajduje się jedno z najtrudniejszych miejsc na rzece. Długość kaskad to ok 100 metrow różnica poziomów od 15 do 17 metrów. Kaskady składają się z wodospadów oraz szeregu labiryntów między dużymi kamieniami a przejścia między nimi sporadycznie były zawalone drzewami. W wielu miejscach niezbędna jest asekuracja na żabę. Całość można obnieść idąc ścieżką na prawym brzegu. Na płynięcie należy zarezerwować ok 5-6 godzin. Radzę też zaopatrzyć się w kremy z filtrami(wodoodporne) gdyż w tych okolicach rzadko chmury przesłaniają słońce i gdyby nie przezorny kolega to wszystcy wyglądalibyśmy jak pewien czołowy polski polityk :-). Nocleg . z nocowaniem .na dziko. mogą być kłopoty . z jednej strony straż parku a z drugiej strony miejscowi którzy okradają turystów. My nocowaliśmy w ośrodku położonym 1 km za wsią, gdyż można tam łatwo wyjść z wody. Dalej rzeka się wypłaszcza.

Rz. Cziornaja

Mimo że była to najtrudniejsza rzeka wyjazdu to warto było tam jechać chociażby ze względu na malowniczy kanion o wiele głębszy od Wielkiego Kanionu Krymu. Nie wspominam ją zbyt mile gdyż na samym starcie przez nieuwagę miałem wywrotkę(tuż przed wodospadem) i po kabinie mocno się poobijałem. Przez ok. 1/3 odcinka zanim wpłynęliśmy do kanionu niosłem kajak wzdłuż brzegu i robiłem za fotografa i kamerzystę. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i gdy chłopaki wpłynęli do kanionu musiałem do nich dołączyć. Jako dodatkową motywacją do skutecznych eskimosek służyła mi kamera oraz dwa aparaty fotograficzne(plus jeden mój, a dokładniej brata). W sumie wiozłem równowartość WV Golfa dwójki więc kabina więcej mi się nie przytrafiła. Średni spadek to ok. 50 m/km ilość wody ok. 16-18 m3/s poziom trudności od WW IV . poprzez WW V do miejscami WW VI. Ja jako jedyny posiadacz na wyprawie przy kamizelce pasa z bergerem ciągle musiałem lądować w wodzie skacząc po Igora lub Olega którzy rywalizowali ze sobą przy najtrudniejszych odcinkach. Chłopaki mieli przynajmniej poczucie wdzięczności i fundowali mi obiady plus piwo za każdy skok(np po spłynięciu rz Kokozka sporo się tego uzbierało). Tak jak pisałem wcześniej umieszczanie tu technicznego opisu, a zwłaszcza opisu rz Cziornaja nie ma większego sensu gdyż należy analizować każde kilkanaście metrów płynięcia. Rzekę można podzielić na kilka odcinków:

  • odcinek nr 1 - zanim rzeka wpływa do kanionu to oprócz jednej kaskady progów jest to spokojna woda w porównaniu z dalszą częścią rzeki;
  • odcinek nr 2 - pierwszy kanion . znikome możliwości obniesienia tego odcinka po wpłynięciu do kanionu(można miejscami przeskakiwać z kamienia na kamień);
  • odcinek nr 3 - ok. 1 km rzeki bez wiszących nad głową skał;
  • odcinek nr 4 - nowy kanion, najtrudniejszy odcinek obok odcinka nr 2
  • odcinek nr 5 - od resztek betonowego mostu(wybudowanego dla dywizji pancernych które miały zająć Sewastopol . największy port Marynarki Wojennej ZSRR na Morzu Czarnym) do miejscowości Morozowka( nie pamiętam dokładnej nazwy tej miejscowości . w każdym bądź razie do wyraźnego wypłaszczenia rzeki).

Na rzekę Cziornaja przeznaczyliśmy dwa dni z noclegiem w środku kanionu(znaleźliśmy małą polankę), dlatego też sporo trudności sprawiały załadowane kajaki. Ostatniego odcinka nie płynąłem gdyż miałem już zakupione bilety do Lwowa więc chłopaki zawieźli mnie do Sewastopola.

Powrót

Z Sewastopola jechałem pociągiem który miał z jednej strony zamalowane szyby(od strony portu Marynarki Wojennej) do Symferopola. Zamalowane szyby to pozostałości po ZSRR i miało to chronić ZSRR przed kapitalistycznymi szpionami(szpiegami). W Symferopolu dopłaciłem za bilet do przedziału zamykanego . .kupe. ponieważ tylko w tych przedziałach otwierane są okna. Na wszelki wypadek zaopatrzyłem się w bilet bagażowy mimo że nie był potrzebny(przyjemnie jest pić później herbatkę z ciastkami .za darmo.). Niestety miałem dużego pecha . najpierw powiedziano mi że rybackich łódek nie wolno wozić w pociągach, po dłuższym czasie wytłumaczyłem .keriwnyku brygady poizda.(nie wiem nawet jak to przetłumaczyć . może kierownikowi składu pociągu) że jest to kajak(po ukraińsku bajdarka) i mam mimo że jest to zbędne bilet bagażowy. Zaczęły się przepychanki bo gość kazał sobie dać 20 hrywien łapówki. Skończyło się na tym, że wysadzono mnie z kajakiem w pierwszej większej miejscowości pod pretekstem że bilet mam nieważny. Poszedłem do dyżurnego ruchu, który kazał mi z powrotem wsiadać do pociągu i tak w kółko . dyżurny kazał iść do pociągu a brygadzista do dyżurnego. W końcu poskutkowało postraszenie telefonem do Konsulatu Polskiego. Dalej już było bez przygód, jedynie obsługa wagonu(prowadnice) patrzyły na mnie spode łba i nie dostałem herbatki.

Podsumowując

Z kajakiem pokonałem: pociągiem ok. 3. 730 km, autobusem 720 km, na miejscu z chłopakami przejechałem w busie ok. 160 km, pieszo z kajakiem na plecach pokonałem ok. 14 km(włączając chodzenie z kajakiem z dworca na dworzec po Drohobyczu, Lwowie, Symferopolu, Sewastopolu oraz obnosząc pierwszy odcinek rz Cziornaja).

Galeria zdjęć






 
 

Materiał pochodzi z serwisu
kajak.org.pl