kategoria: szlaki / zagranica


mapa
Trasa spływu

Kajakiem przez Bajkał

Joanna Markowska, Łukasz Harasimowicz haras@op.pl

Relacja ukazała się w "Wiośle", w numerze 4-5/2005

Galeria zdjęć

Informacje praktyczne

Trasa: Bajkał, wzdłuż północno wschodniego brzegu. 380km.

Początek spływu: Ust' Barguzin

Koniec spływu: Niżnieangarsk

Dojazd: Mimo corocznych podwyżek podróż pociągiem pozostaje najtańszym wariantem dostania się nad Bajakał. Z Brześcia można kupić bilety na całą trasę, lecz należy się liczyć z brakiem biletów, szczególnie w okresie wakacyjnym. Ceny biletów zależą od terminu podróży (w sierpniu są najdroższe) oraz od klasy wagonu. Najtańszy i jednocześnie najbardziej interesujący z punktu widzenia podróżnika jest wagon plackarnyj, w którym miejsca do leżenia oddzielone są tylko przepierzeniami, w związku z czym następuje szybka integracja ze współpasażerami. Dwa razy droższym wariantem jest podróż w wagonie kupiejnym, gdzie znajdują się czteroosobowe, zamykane przedziały. W wagonach do dyspozycji pasażerów znajduje się samowar, a za niewielką opłatą możemy od prowadnicy kupić herbatę (20gr) czy ciastka (1 zł). W jedzenie można się zaopatrzyć na większych stacjach, na których pociąg stoi kilkanaście minut.

Nasza podróż wyglądała następująco: pociągiem z Brześcia dojechaliśmy na dworzec Moskwa Białoruska (100zł), następnie udaliśmy się metrem na dworzec Jarosławski, skąd odjeżdżają pociągi na Syberię. Podróż koleją transsyberyjską do Ułan-Ude trwała 4 dni (300zł). Z Ułan-Ude pojechaliśmy rejsowym autobusem (40zł) do Ust'Barguzin.

Powrót: Z Niżnieangarska bez problemu można się dostać marszrutką do Sewerobajkalska (10zł), a dalej Bajkalsko - Amurską Magistralą (BAMem) do Moskwy (300zł).

Trudności i wymagany sprzęt: Nad dużymi zbiornikami otoczonymi górami wytwarzają się specyficzne warunki baryczne, czego skutkiem jest szybko zmieniająca się pogoda. Przy ujściach dolin wieją silne, porywiste wiatry, fale w strefie do 200 m od brzegu mogą dochodzić do 1,5 m, a na otwartym akwenie nawet do 8m. Do spływu nadają się kajaki składane z komorami wypornościowymi i koniecznie z fartuchami.

Potrzebne umiejętności: doświadczenie w pływaniu po otwartych akwenach; umiejętność przewidywania szybko zmieniającej się pogody; znajomość języka rosyjskiego

Noclegi: Na obszarze Barguzińskiego Parku Narodowego o wszystkim decyduje dyrekcja. Nocować można tylko w miejscach nadzorowanych przez pracowników parku, zabronione jest rozpalanie ognisk i spanie na plaży. Poza obszarem chronionym nie ma problemu ze znalezieniem miejsca na rozbicie namiotu. Na brzegu leży mnóstwo suchych bali idealnych do rozpalania dużych ognisk.

Jedzenie: Zapas na cały pobyt trzeba mieć ze sobą; dodatkowo możemy liczyć na ryby (złowione samodzielnie lub kupione od rybaków)

Wymiana waluty: Najlepiej zabrać ze sobą dolary i wymienić od razu w Moskwie (1$=30R), gdyż w małych miejscowościach mogą być problemy ze znalezieniem banku. W Ułan - Ude walutczicy przyjmowali tylko banknoty studolarowe. Należy brać ze sobą banknoty nowe "z dużymi prezydentami" czyli wydane po 1996 roku.

Wizy: Niestety wraz z wejściem do Unii na wjazd do Rosji wymagane są wizy. Najłatwiej jest je załatwić za pośrednictwem biur podróży załatwiających tzw. wsparcie wizowe.

Zdrowie i bezpieczeństwo: W tajdze czyhają głodne komary i meszka, na szczęście na samym brzegu jest ich niewiele. Są także kleszcze, należy rozpatrzyć zaszczepienie się przeciwko boreliozie.

Klimat: Najlepsza pora na wyjazd to lipiec i sierpień. Na Syberii panuje klimat kontynentalny; w ciągu dnia temperatura dochodzi do 20st C, nocą nie spada poniżej 5st C. Pierwsze ochłodzenia wraz z opadami śniegu zaczynają się już we wrześniu. Pogoda nad Bajkałem jest bardzo zmienna i trudna do przewidzenia. Po upalnym dniu może przyjść dzień pochmurny, deszczowy lub mglisty. Przejaśnić się może w ciągu kilku godzin lub dni. Opady latem zdarzają się co kilka dni i najczęściej nie trwają dłużej niż kilka godzin. Warto zaopatrzyć się w krem z filtrem UV, gdyż syberyjskie słońce grzeje niesamowicie mocno. Ogólnie przeważają wiatry zachodnie jednak obecność grzbietów górskich powoduje powstawanie wiatrów fenowych niekiedy o huraganowej sile. Dla bezpieczeństwa należy trzymać się w takiej odległości od brzegu, by móc w ciągu pół godziny do niego dotrzeć.

Relacja

"Bajkał, nareszcie!" czyjś okrzyk podrywa nas od stołu, na którym grą w kości umilamy sobie czwarty dzień podróży Koleją Transsyberyjską. Po kilku dniach obserwowania przyrody tylko z okien pociągu, apetyt na bliższe poznanie wzrósł do olbrzymich rozmiarów. Kusiły nas dzikie, syberyjskie rzeki a także "Morze Syberii", jak w Rosji nazywa się Bajkał. Towarzysze podróży, Rosjanie, życzliwie uśmiechają się, słysząc o naszym zamiarze przepłynięcia wzdłuż wschodniego brzegu najgłębszego jeziora świata. Ostrzegają przed żyjącymi w tajdze niedźwiedziami i samym jeziorem, które w ciągu pół godziny może przemienić swą spokojną taflę w nieposkromiony, falujący żywioł.Wysiadamy w Ułan-Ude, stolicy Buriacji, położonej na wschodnim brzegu Bajkału. Skośnooka miejscowa ludność to potomkowie plemion mongolskich, które zasiedliły tereny Zabajkala już kilka tysięcy lat temu.

Zapakowaną pod sam sufit marszrutką docieramy do położonego 200 km na północ Ust' - Barguzin, przez które przepływa wpadająca do Bajkału Barguzina. Z całym sprzętem i plecakami rozkładamy się na brzegu w pobliżu przeprawy promowej. Składanie kajaków staje się nie lada atrakcją dla osób oczekujących na prom oraz dla kobiet sprzedających przy drodze lokalne potrawy. Szybko nawiązujemy kontakt, który owocuje wymianą polskich czekolad za wędzone chariusy i omule - żyjące w Bajkale ryby o smacznym, białym mięsie. Nieliczni zmotoryzowani fotografują się na tle kajaków, dotykając poliuretanowy materiał zdziwieni, że to rosyjska produkcja. Kajak "Svir" to lżejszy, wytrzymalszy i bardziej stabilny następca popularnych "Tajmieni". Jest dwuosobowy, ma 5 metrów długości, aluminiowy szkielet oraz nadmuchiwane burty, które zwiększają jego wyporność.

Po załadowaniu i zwodowaniu "Svira", korzystając z bryzy, po godzinie wpływamy z nurtem Barguziny na wody Bajkału. Przed nami mierzeja, stanowiąca pomost łączący największy półwysep jeziora - Swiatłyj Nos, ze stałym lądem. Szczyty półwyspu powinny być widoczne z odległości kilkunastu kilometrów, gdyż sterczą z wody na ponad tysiąc metrów jednak Swiatłyj Nos kryje się za gęstymi dymami unoszącymi się nad gorejącą tajgą. Setki hektarów lasu płoną już od kilku tygodni, przez co widoczność ograniczona jest do kilkuset metrów. To tak, jakby ktoś spuścił zasłonę, aby ukryć cudowną przyrodę przed oczami obcych. Nocujemy na dzikiej, żwirowej plaży. Jest pusto, towarzyszy nam tylko wiejący całą noc wiatr.

Rano mocny przybój szykuje nam metrowe fale przy odejściu, ale fartuchy dobrze spełniają swoją rolę. Po kilku godzinach docieramy do końca mierzei, przez którą musimy przenieść nasz dobytek. Jej szerokość wynosi u nasady półwyspu 9 km; szykuje się kilkugodzinny spacer. Po chwili jednak udaje nam się jednak złapać stopa, z którym docieramy na znany wśród rosyjskich turystów kemping w Monachowce. Tradycyjna rosyjska gościnność, której doświadczyliśmy już w pociągu, daje o sobie znać także w sercu Syberii - podczas wieczorku integracyjnego smakujemy m.in. pyszne kotlety ze szczupaka i samogon.

Rankiem, korzystając z pomyślnego wiatru, płyniemy wzdłuż wschodniego brzegu półwyspu. Bajkał dość gwałtownie reaguje na zmiany pogody - w ciągu 30 minut ze spokojnej powierzchni przemienił się w prawdziwe morze. Nie na darmo nazywany jest "Świętym Morzem Syberii". Na szczęście długie fale pozwalają serfować - trzeba tylko nabrać prędkości fali i... jest niezła zabawa. Nasz "Svir" pewnie zachowuje się na falach i choć 40 kg bagażu zwiększa nieznacznie jego zanurzenie, pozostaje bardzo sterowny.

Kierujemy się na północ do Zatoki Żmijnej, gdzie znajdują się gorące źródła. Najgłębsze jezioro świata (1165 m) powstało w rowie tektonicznym, a z takimi strefami związane jest występowanie cieplic. Śladem innych turystów wchodzimy do niewielkiej, czarnej dziury wykopanej w ziemi. Woda ma 40 stopni i cuchnie siarkowodorem. Nieprzyzwyczajeni do kąpieli w oparach siarkowodoru wytrzymujemy tylko 8 minut, zamiast sugerowanych na tablicy 15 i po leczniczej kąpieli przeprawiamy się z półwyspu na wschodni brzeg Bajkału. W najwęższym miejscu musimy przebyć odległość 12 km z międzylądowaniem na wyspie, co zajmie nam tylko 2 godziny, ale patrząc na rozhuśtane jezioro czujemy dreszczyk adrenaliny. Rybacy sugerują wypłynięcie wczesnym rankiem, kiedy woda jest najspokojniejsza, a fala najmniejsza. Popołudniowe jezioro ucichło jednak po kilkunastu godzinach bujania, ruszamy.

Dymy stale unoszące się w powietrzu skutecznie zasłaniają drugi brzeg. Kompas dyktuje nam najkrótszą drogę, a my w rekordowym chyba tempie, docieramy do wyspy. "...Wygląda niczym z filmu przyrodniczego - zapisałam w dzienniku - sylweta zarysowana na tle jasno niebieskiego nieba przypomina wieloryba, od wschodu wznosi się strome wybrzeże klifowe. Kiedy po łagodnym, zachodnim stoku wdrapaliśmy się na szczyt klifu, nagle w niebo wzbiły się dziesiątki mew, broniąc swych gniazd zbudowanych na skale. Oszołomieni jazgotem ptaków dopiero po chwili rozejrzeliśmy się wokół. Łąka porastająca wyspę mieniła się kolorami kwiatów, dla których syberyjskie lato trwa zaledwie dwa miesiące. Szkoda, że nie możemy zostać na wyspie dłużej, trzeba wykorzystać pomyślny wiatr i spokojną wodę". Oddalamy się dość szybko, mimo to drugiego brzegu wciąż nie widać. Horyzont otacza nas szerokim łukiem, jedynym lądem jest niknąca za nami bezludna wyspa. Po półtorej godzinie docieramy do cichej, płytkiej zatoczki położonej za cyplem Karkasu, gdzie odkrywamy świeże ślady niedźwiedzia na piasku... Wschodnia Syberia jest królestwem, w którym niepodzielnie rządzi ten zwierz, budujemy więc ognisko wysokości dorosłego człowieka i zasypiamy mając pod ręką menażki, kubki i gwizdki, żeby w razie odwiedzin hałasem odstraszyć misia.

Znajdujemy się w miejscu, gdzie częściej niż ludzka, stoi niedźwiedzia stopa. Przed nami jeszcze 300 km do Niżno Angarska. Niewielu ludzi można spotkać na wschodnim brzegu Bajkału. Kolejnego dnia spływu dopływamy do opuszczonej osady Czibirkuj u ujścia rzeki Bolszaja Czibirkuja. Kilkanaście lat temu był to prężnie rozwijający się ośrodek hodowli narybku, którym karmiono ryby żyjące w Bajkale, celem zwiększenia zarybienia. Po kilku latach okazało się to bezcelowe i wszyscy z wyjątkiem Wołodii opuścili osadę. Dziś ścieżki prowadzące do drewnianych domów zarosły, a na brzegu zostały zardzewiałe łodzie. Stary rybak nie ma dokąd wyjechać. Łowi, poluje, nauczył się żyć sam.

Cudowna przyroda na brzegach jeziora sprawia wrażenie nietkniętej ręką człowieka. Mijamy tworzące sekwencję kamieniste zatoki i skaliste cyple. Widoczność cały czas ograniczona jest do 200 - 300 m, więc dopiero z bliska odsłaniają się przed nami wysokie na kilkadziesiąt metrów skały. W tym roku z powodu wielkich susz, poziom wody w Bajkale opadł o pół metra, co zaznaczyło się w postaci szarych pasów na blokach skalnych i głazach leżących u brzegu. Przeświecające przez dymy Słońce ma kształt pomarańczowego talerza. Otacza nas cisza i spokój. Niezmącona taflę wody przerywa nagle ruch - z wody wynurza się mała, szara główka, tuż obok niej następna. To foki bajkalskie, Nerpy, żyjące jedynie w tym zbiorniku.

Jednym z 336 dopływów Bajkału jest Balszoja Czieremczanka, w której ujściu, na kamienistej ostrodze odciętej od strony lądu ogniskiem, rozbijamy obóz. Wieczorem mamy gości - wynajętym w Ust' Barguzin kutrem przypłynęła na połowy kilkuosobowa grupa bogatych Rosjan. Jeden z nich okazał się pracownikiem Ministerstwa Nadzwyczajnych Sytuacji, więc korzystając z okazji zgłosiliśmy mu wyjście; zostawiliśmy nasze dane wraz z planowana trasą spływu. Dziennie przepływamy 30 - 35 km, szacujemy więc, że do celu - Niżno Angorska, powinniśmy dotrzeć za ok. 10 dni.

Rankiem otacza nas mgła tak gęsta, że nie widać statku zakotwiczonego zaledwie 50 m od ostrogi. Przez kilka godzin płyniemy widząc tylko dziób kajaka. Jest ciepło i bezwietrznie. Biała kurtyna odsłania czasem potoki uchodzące kaskadami do Bajkału. Przy jednym z nich siedzi Eutamias sibiricus, czyli burunduk. To brunatnoszary gryzoń z rodziny wiewiórkowatych, który zadomowił się w tajdze. Nieopodal wyłania się leżący na brzegu kuter wsparty o plażę zardzewiałą burtą, nad którym góruje stok z czarnymi kikutami spalonych modrzewi. Wszystko spowija mgła, czyniąc widok niesamowitym i ponurym zarazem.

Zatrzymujemy się w zatoczce Sosnowka. Kamienista plaża zbudowana z otoczaków wielkości dłoni, wygładzonych przez wody jeziora w ciągu 25 mln lat jego istnienia, ma zaledwie 10 m szerokości. Zaraz za nią wznosi się ciemna ściana tajgi. Znajdujemy się na obszarze zapowiednika, który jest częścią Zabajkalskiego Narodowego Parku Przyrody. Ciągnie się on od Ust' Barguzin do północnych krańców jeziora obejmując także płw. Swiatłyj Nos. Rozbijamy obóz na brzegu, ale pojawiwszy się znikąd młody pracownik rezerwatu zabrania nam nocować na jego terytorium. Rozmowy kończą się imprezą i noclegiem w zimowce. W tajdze zimowia znajdują się w odległości dnia drogi od siebie. Te niewielkie, drewniane chaty, tak niskie, że często nie można się w nich wyprostować, budowane są przez myśliwych polujących zimą. Ich małe rozmiary sprawiają, że wnętrze bardzo szybko można ogrzać do wysokiej temperatury, co przy syberyjskich mrozach dochodzących do -50st C ma ogromne znaczenie.

Pogoda znów płata figla - po słonecznym dniu robi się pochmurno, zrywa się silny, wschodni wiatr. Morze Syberii staje się coraz bardziej wzburzone i mokrzy docieramy do niewielkiej osady Dawsza, gdzie znajduje się siedziba dyrekcji Zabajkalskiego Narodowego Parku Przyrody. Rejestracja wiąże się z niewielką opłatą - 300 rubli za pobyt. Dyrektor dając nam zniżkę studencką, stwierdza: "Nie ma mowy, żebyście płynęli dalej, ja was dziś nie wypuszczę". Korzystając z przymusowego pobytu zwiedzamy liczącą kilkudziesięciu mieszkańców Dawszę. Wszyscy polecają nam kąpiel w miejskiej łaźni. Domkiem zarządza ciocia Lusia, właścicielka kluczy. O zgrozo, budynek wygląda jakby wczoraj przeszedł tędy front wojenny. Odrapane, niebieskie ściany, w miejscu brakujących cegieł - dziury, w oknach podarta folia, na podłodze gruz i śmieci. W domu są dwie izby - jedna dla kobiet, druga dla mężczyzn), a w każdej z nich dwie wanny, wmontowane około dwa metry poniżej poziomu gruntu. Do popękanych wanien sparciałymi, gumowymi wężami wlewa się woda z gorących źródeł.. Chłopcy kąpią się w wannach, których używa cała wieś. Ja myję tylko zęby; przyzwyczaiłam się już o kilkustopniowej temperatury czystego Bajkału.

Kolejny dzień jest najbardziej leniwym z dotychczasowych. Nie musimy się spieszyć - nocleg mamy zaplanowany przez dyrektora parku w odległej zaledwie o 15 km od Dawszy zimowce nad rzeką Kabania. Dopóki jesteśmy na terenie rezerwatu nie możemy obozować, gdzie chcemy. W Kabanii czekają na nas cztery osoby - strażnik przyrody, doktor geologii z Irkucka, student geologii i absolwentka wydziału kultury i sztuki. Od razu zapraszają za stół. Jakoś nie smakuje mi pity w szklankach spirytus rozrabiany wodą. Smaczniejsza jest guma do żucia z żywicy modrzewia - nadbajkalski specjał. Impreza się rozkręca, z piętrowej pryczy słyszę chorująca absolwentkę...

Bajkał po raz kolejny zmienia swą twarz. Doświadczyliśmy już długich fal, przybojów, wiatrów korzystnych, podczas których rozpinaliśmy żagiel, wiatrów ostrych, podrzucających i zalewających dziób. Dla odmiany dziś totalny sztil. Mimowolnie stajemy się jego częścią bezgłośnie sunąc przez jezioro. Po południu, gdy w jednej z rozległych zatok robimy postój, pada przelotny deszcz. W nagrodę wieczorem po raz pierwszy od tygodnia widzimy prawdziwe Słońce. Już nie ma pomarańczowej kuli owianej dymami, przejaśnia się. Na północy dymy już się rozwiały, zapowiada się piękna, słoneczna pogoda już do końca spływu. Przepłynęliśmy już 200 km, ponad połowę trasy. Dni szybko mijają. Z wysokich na 100 m skał, brzeg zmienia się brzeg w wąskie, piaszczyste plaże.

Kierunek wciąż ten sam - na północ. Wieje ostry wiatr; ponad metrowe fale przelewają się przez dziób. Tak jak przewidywaliśmy - dymy ustępują, widoczność się poprawia i dochodzi już do kilku kilometrów. Wreszcie wyłania się długo oczekiwany drugi plan - Góry Barguzińskie. Pierwszy plan wypełnia kamienisty brzeg jeziora, udekorowany obficie wyrzuconymi przez wodę pniami. Za drewnianym wałem rozpościerają się bagna, których brzegi porasta niska, ciemnozielona trawa. Na brzegu podmokłości pasą się renifery. Stado liczy 8 sztuk, w tym jeden, młody, w czarno - białe łaty urodzony tej wiosny. Jak na zwierzęta hodowlane renifery są dość płoche. Zgrabnie odsuwają się od ludzi, chyląc wielkie poroża okryte niby brązowym zamszem. Za pasem mokradeł rośnie tajga, zaś ostatni plan tworzą szaroniebieskie Barguziny. Powoli majaczy tez zachodni brzeg Bajkału. Dopływamy do liczącej zaledwie 4 chaty osady Szegnanga, położonej nad rzeką o tej samej nazwie, gdzie zostajemy ugoszczeni zupą na mięsie renifera.

W miarę przemieszczania się na północ, brzegi Bajkału coraz bardziej zbliżają się do siebie, wskazując cel naszej podróży. Wiejące nad najgłębszym jeziorem świata wiatry przyjmują nazwy od rzek, z których dolin wieją: Barguzin, Angara czy wyjątkowo niebezpieczna Sarma osiągająca w porywach 60 m/s. Trudno mówić o dominującym kierunku; w czasie dwutygodniowego spływu dosięgał nas zarówno bajdewind jak i półwiatr oraz fordewind. Ostatnie dni spływu należą do najcieplejszych z całego pobytu. Panuje skwar, prawdziwe syberyjskie lato, temperatura dochodzi do 30 stopni i z przyjemnością kąpiemy się w nagrzanej wodzie płytkich, piaszczystych zatoczek.

Żegnamy Bajkał noclegiem na mierzei powstałej u ujścia Wierchniej Angary, gdzie utworzyło się kilka wysp. Kierujemy się na wyspę Milionnyj, nazwaną tak z pewnością od milionów mew, które niczym u Hitchoka krążą nad naszymi głowami.

Najtrudniejszy okazał się ostatni dzień, kiedy w silnym, dopychającym do mierzei wietrze przebycie 15 km zajęło nam ok. 5 godzin. Dobiliśmy do brzegu w Niżnym Angarsku po przepłynięciu 325 km wzdłuż wschodniego brzegu Bajkału, skąd marszrutką dostaliśmy się do Sjevjerobajkalska na pociąg. Zanim jednak dotarliśmy do Polski, spędziliśmy jeszcze dwa tygodnie w Ałtaju, ale to już inna opowieść...

Galeria zdjęć

 
 

Materiał pochodzi z serwisu
kajak.org.pl