kategoria: szlaki / Polska


Spływ rzeką Piławą (+Gwdą) z Łubowa do Piły

Dzień 1

Łubowo

Dzień organizacyjny. Jeśli pływać będziemy własnym sprzętem, który załadujemy na samochód, radzę dojechać do Piły. Tam zaparkujemy samochód na strzeżonym parkingu, (kilka znajduje się w pobliżu dworca PKP), stąd go odbierzemy gdy dopłyniemy z powrotem. W Pile należy wynająć np. taksówkę bagażową, która z całym majdanem przetransportuje nas na miejsce startu spływu - do Łubowa. Camping znajduje się nad samym jeziorem - dojazd z drogi głównej w stronę jez. Łubicko Wielkie - w kierunku "punktu czerpania wody".  

Łubowo nie jest może miejscowością szczególnie bogatą w zabytki, ale może poszczycić się kilkoma sklepami, w których warto uzupełnić ewentualne braki żywnościowe.  

Dzień 2

Łubowo - camping przed Liszkowem, 12km.

Opuszczamy Łubowo, wypływamy na jez. Łubicko Wielkie, kierując się w lewo, na wzniesienie znajdujące się po wschodniej stronie od wypływu. Wypływ ten, podobnie jak wszystkie następne jest bardzo trudny do odnalezienia i najlepiej posiłkować się mapą. Po przepłynięciu pod mostem przedostajemy się na kolejne jezioro Łubicko Małe, z którego wąskim przesmykiem wpływamy na jez. Brody. Trasa przebiega kolejno przez jeziora Strzeszyn, Kocie, Pile. Wypływ z jez. Kocie po prawej stronie, vis a vis przystanku PKS usytuowanego za linią kolejową. Przepływamy pod ceglanym mostem, płyniemy wąskim tunelem. Dopływamy do "skrzyżowania", jeśli wybierzemy opcję płynięcia prosto dopłyniemy do "ślepego zaułku" - jez. Łąkie - urokliwe małe jeziorko, ale niestety nie na naszej trasie. My musimy skręcić w prawo, przepłynąć kolejno pod mostem kolejowym i drogowym. W ten sposób dopłyniemy do jez. Pile. Piękne i duże jezioro, legendy głoszą, że na jego dnie mieszczą się poniemieckie budowle, może nawet całe fabryki. (Należące do kompleksu - Borne Sulinowo).  

Warto zwiedzić też samą miejscowość Borne Sulinowo. Gorąco polecam!!! Niesamowite miejsce przepełnione poniemieckimi i poradzieckimi budowlami. Na szczególną uwagę zasługuje Dom Oficera, z którego, jak głoszą legendy wychodzą tajne korytarze, którymi Niemcy wycofali się po zakończeniu II wojny światowej. Rosjanie pozostawili po sobie olbrzymie ilości koszarowych bloków, które straszą ruiną.  

Jeśli nie chcemy dopływać aż do Bornego Sulinowa, a mamy ochotę uzupełnić zapasy np. żywnościowe kierujemy się w stronę lewą od wypływu na jezioro - do miejscowości Piłowo (lub jak chcą mapy: Pile). Niestety większość linii brzegowej jest w rękach prywatnych, można zatrzymać się na boisku piłkarskim poniżej kościoła. Dojście do drogi po prawej stronie. Gdy zapasy zostaną uzupełnione, wsiadamy  z powrotem do kajaków i kierujemy się na wprost - w stronę wypływu rzeki Piławy. Tam mamy do wyboru dwa kampingi -  po obu stronach rzeki. My "rozbiliśmy" się po stronie lewej. Jest tam obszerny kamping, z dostępem do wody pitnej, miejscem na ognisko, stołami, ławkami, zadaszoną "świetlicą".  

Warto wybrać się na krótki spacer w górę wzniesienia u podnóża, którego znajduje się nasz kamping. Odkryliśmy tam pozostałości granicy polsko-radzieckiej!!!  

Dzień 3

Liszkowo - Nadarzyce, ok. 19km.

Płyniemy Piławą, po prawej stronie mijamy miejscowość Liszkowo, gdzie jak zwykle uzupełniamy zapasy spożywcze "na wszelki wypadek".  Tym razem musimy odbyć spacerek, bo sklep nie stoi przy samym brzegu rzeki. Przepływamy jez. Dołgie, które na końcu zwęża i przemienia się z powrotem w rzekę. Przepływamy pod mostem. Nieco dalej nieoczekiwanie pojawia się kilkumetrowe spiętrzenie. Jest to jaz obronny z bunkrem. Kajak przenosimy po prawej stronie. Bunkier stoi otworem dla ciekawskich turystów. Składa się z wąskiego korytarza i dwóch pomieszczeń. Później, po prawej stronie w oddali mijamy miejscowość Starowice. Płynąc dalej dopływamy do Zalewów Nadarzyckich. Należy, dla własnego dobra, bezwzględnie trzymać się trasy oznaczonej tablicami "szlak wodny". W przeciwnym razie bardzo łatwo się wśród zalewów pogubić. Pierwszy kamping jaki napotkamy po drodze przeznaczony jest dla wędkarzy i najlepiej płynąć dalej i rozbić się tuż przed przenoską na elektrowni. Wtedy drugiego dnia bagaże i kajaki można załadować już po drugiej stronie elektrowni.  

W Nadarzycach skorzystaliśmy z usług gospodarstwa agroturystycznego, prowadzonego przez sołtysa. Można tam skorzystać z natrysku, a nawet zamówić (z pewnym wyprzedzeniem) domowy obiad.  

Dzień 4

Nadarzyce - Szwecja ok. 21km.

Wypływamy z campingu pod Nadarzycami. Płyniemy pod starym mostem kolejowym. Tuż po wpłynięciu do wioski czeka nas przeszkoda. Mamy dwie opcje. Można płynąć prosto, lub tak jak my postąpiliśmy skręcić w lewo. Przy odrobinie szczęścia, mnóstwie sił i odpowiednio długiej lince, kajak można przeprowadzić. Przeszkodę stanowi próg wodny, mały "wodospadzik". Jeśli wybierzemy drugą opcję, kajak będzie trzeba przenosić brzegiem. W samych Nadarzycach płynąć będziemy jeszcze pod dwoma mostami, z czego pod pierwszym - niewielkie bystrze. Za miejscowością mijać będziemy drewniany, stary most, ustawiony pod kątem innym niż płynie rzeka.  

Dalej wpływamy w całkowicie wyludnione tereny. Przez najbliższe ok. 18 km. do samej Szwecji nie spotkamy żywej duszy, może poza sarnami i licznym ptactwem. Na odcinku brak punktów orientacyjnych. Kilka kilometrów przed wioską dwa przyczółki drewniane, łączące dawniej drogi po obu stronach rzeki. Po drodze mijać też będziemy camping leśniczówki Krempsko. My płyniemy jednak dalej pokonując po drodze co raz bardziej skomplikowane przeszkody. Na całym odcinku pokonywać będziemy wiele zwalonych drzew, niekiedy utknąć można na mieliźnie, lub kamienistym dnie.  

W Szwecji mijamy dwie kładki. Pierwsza z nich wysoka, nie sprawia trudności w przepłynięciu, w przeciwieństwie do drugiej, która jest bardzo niska, pod nią niewielkie bystrze. Oficjalnego kampingu w Szwecji nie ma, więc miejsca biwakowania nie są szczególnie oznaczone. Można o miejsce pod namiot popytać u gospodarzy, lub popłynąć do samego końca miejscowości - dobre miejsce u prywatnego właściciela po lewej stronie rzeki.  

Dzień 5

Szwecja - Zabrodzie ok. 18km.

Odcinek zdecydowanie najtrudniejszy, mnóstwo powalonych drzew, kamieni.  Po drodze, przed Głowaczewem, a także przed Zabrodziem, hodowle pstrągów. Dwie przenoski. Pierwsza na odległość ok. 20m., druga ok. 100m. W obu przypadkach czeka nas niestety trudne dojście do wody - po przenosce. Lądujemy po prawej stronie od tamy (również w obu przypadkach).  Trasa jest nad wyraz trudna i nieprzyjazna. Bardzo słabo, jeśli w ogóle porządkowana. Sześć pierwszych kilometrów - do Głowaczewa pokonywaliśmy przez 3,5 godziny. Ogólnie na trasie spędziliśmy tego dnia 8 godzin. Przyjemnie zaskakuje stanica kajakowa Zabrodzie. Trzy zadaszenia, pod nimi  stoły i ławki. Niestety biwak położony jest dość wysoko, co utrudnia wynoszenie kajaka i bagaży. Atrakcyjną niespodzianką kempingu jest niewielki, mieszczący się tuż przy zadaszeniach, w małym lasku - składającym się głównie z krzewów bzów ... poniemiecki cmentarz. Jest niewielki, a nagrobki zarośnięte, omszałe, nie widać napisów. Sprawia jednak wrażenie tajemniczości. Miejsce to musiało kiedyś wyglądać zupełnie inaczej... .  

 

Dzień 6

Zabrodzie - Dobrzyca - Piła, Piława 9km. Gwda 5km.

Odcinek ten jest wyjątkowo przyjemny!!! Po wpłynięciu rzeki Dobrzycy do Piławy koryto robi się szersze i nawet powalone drzewa nie stanowią większej przeszkody, bo nie są w stanie przegrodzić rzeki. Wreszcie można się zrelaksować i podziwiać mijane, urocze krajobrazy.  

Po dopłynięciu do miejscowości Dobrzyca musimy przenieść kajak przez teren elektrowni - dźwigać go będziemy po lewej stronie. Ostatnie 5km. płyniemy Gwdą. Rzeka niezwykle szeroka, ale niestety bardzo zanieczyszczona. Spływ kończymy w pobliżu mostu drogowego.  

KarolinaW 

 
 

Materiał pochodzi z serwisu
kajak.org.pl