kategoria: szlaki / Polska


Nielba - Wełna - Mała Wełna

Karolina Wróblewska, 02-03 maja 2002

Dzień 1:
Rgielsko - Rogoźno ok. 25km, start g. 11.00 meta 18.00

Dzień 2:
Rogoźno - Grzybowo ok. 10km, start g. 10.00 meta 15.00

Ponieważ nie dysponowaliśmy dokładną mapą ilość kilometrów jest raczej bardziej niż mniej przybliżona.

Opis raczej techniczny.

Trasa najbardziej polecana dla osób posiadających:

  • Domek nad jeziorem w miejscowości Grzybowo lub Budziszewko, względnie posiadający przyjaciół, którzy takowym dysponują
  • Samochód
  • Kajak
  • Rower (w komplecie z bagażnikiem na samochód)

Jeśli spełniamy powyższe warunki możemy wybrać się na spływ. Samochodem udajemy się do miejscowości Rgielsko, po drodze zahaczamy o Rogoźno gdzie u zaprzyjaźnionego gospodarza pozostawiamy rower. Jeśli nie mamy zaprzyjaźnionego gospodarza, szybciutko takiego znajdujemy, np. możemy popytać w sklepie. W Rogoźnie rozkładamy kajak (jeśli jest składany oczywiście) i rozpoczynamy spływ. Dopływamy do Rogoźna. Ktoś musi teraz wsiąść na rower (pozostawiony u zaprzyjaźnionego gospodarza, u którego tym razem pozostawimy kajak), pojechać po samochód do Rgielska, powrócić po resztę załogi do Rogoźna i przewieść ją na nocleg do Grzybowa (względnie Budziszewka). Opcjonalnie można poszukać noclegu w Rogoźnie. Nie trzeba wtedy tyle kombinować.

Zakładając, że nocowaliśmy w Grzybowie, na drugi dzień przemieszczamy się samochodem do Rogoźna, rower pozostawiamy w Grzybowie. Przepływamy z Rogoźna na metę do Grzybowa. Losujemy kto pojedzie rowerem po samochód pozostawiony rano u nadal bardzo przyjaznego gospodarza. Jeśli mamy dość czasu i jesteśmy bardzo zmęczeni możemy pozostać jeszcze jedną noc w Grzybowie (lub Budziszewku).

Opis trasy

Trasę można chyba polecić przede wszystkim miłośnikom kulturystyki, siłaczom no i jeszcze wariatom.

Wypłynęlismy z miejscowości Rgielsko. Pierwszą trudność napotkaliśmy już przy wodowaniu kajaka. Należało go zwodować za drugim mostem - licząc od jeziora. Pod mostem przepłynąć nie było możliwości. Zejście po bardzo stromej skarpie, prosto w wyrośnięte pokrzywy skutecznie utrudniało nam wodowanie. W końcu ... udało się! Nielba okazała się być rzeką bardzo wąską, nad jej brzegami zakorzeniły się już dawno, dawno temu drzewa, które swe gałęzie spuściły do wody, i którymi uderzały przepływających kajakarzy.

Szlak Nielby nie należy do często uczęszczanych, wręcz przeciwnie, sądząc po minach ludzi mijanych po drodze, nigdy w życiu nie widzieli jeszcze takiego zjawiska jakim są kajakarze, na swej spokojnej, małej rzeczce. Można stwierdzić, iż na tym akwenie byliśmy pionierami.

Nie cieszyliśmy się jednak pobytem na rzece długo. Wkrótce napotkaliśmy pierwszą przeszkodę - kładkę ułożoną tam dla wygody przez jakiegoś gospodarza. Była tak niska, że musieliśmy nasz kajak "lądować" na brzegu, przenieść kilkanaście metrów by zwodować znów. Niestety po przepłynięciu kilkuset metrów napotkaliśmy taką samą przeszkodę. W sumie na odcinku 5km. kiedy to wpłynęliśmy do Wełny naliczyliśmy tych prywatnych mostków ok. piętnastu. Niektóre były bardziej kunsztownie wykonane, np. rama podwozia samochodu ciężarowego, na której położona była blacha, a na domiar złego przez środek przebiegała stara, zardzewiała brama zamknięta na cztery spusty, co bardzo utrudniało nam manewry. Dla pocieszenia tych, którzy do tej chwili nie poczuli się jeszcze zniechęceni dodam, że co poniektóre kładki były na tyle wysokie, że przy całkowitym zanurzeniu - członków załogi w środku kajaka i dobrym rozpędzie, byliśmy w stanie pod nimi przepłynąć. Były też kładki, które można zaliczyć do średnio wysokich, gdzie dla bezpieczeństwa pasażerów, opuszczaliśmy kajak i z kładki sterowaliśmy nim, przesuwając go pod spodem.

W ten sposób pokonaliśmy zaledwie 5 z zaplanowanych na ten dzień ok. 25 kilometrów. Dopłynęliśmy do miejscowości Wągrowiec.  (Godny polecenia tamtejszy kościół farny, zaliczany do cenniejszych zabytków architektury  kościelnej w Wielkopolsce) W Wągrowcu nasza główna bohaterka Nielba krzyżuje się pod kątem prostym z Wełną. Jest to chyba jedyne takie zjawisko w całej Polsce, więc tym bardziej godne polecenia. Korzystamy z okazji i rozstajemy się z Nielbą. Skręcamy w prawo, zanim wypłyniemy z miasta czeka nas jeszcze jeden most, pod którym nie można przepłynąć i trzeba kajak przenieść, oraz most pod którym niebezpiecznie wyglądające bystrze też wypędziło nas z kajaka. Pozostał w nim sternik, któremu udało się bez szwanku przepłynąć. Odpłynęło nam przy tym jedno wiosło, ale nie na długo. Rozbawione tym dziwnym zjawiskiem pływającym po rzece dzieci bawiące się w parku, ochoczo chwyciły za kije i raz dwa uciekiniera wyłowiły.

Opuszczając Wągrowiec po prawej stronie będziemy mieć dopływ z jeziora Durowskiego, a chwilę później po lewej powróci do nas Nielba. Dopływ do jeziora Łęgowskiego oznajmiły nam ptaki. U wlotu na jezioro mają swoje gniazda mewy. Setki, tysiące mew rozwrzeszczały się okrutnie na nasz widok. Poczuliśmy się jak bohaterowie thrilleru Alfreda Hitchcock'a. Odpłynęliśmy daleko, daleko od ich gniazd, zanim się ostatecznie uspokoiły. Na jeziorze po lewej stronie mijamy miejscowość Łęgowo, na zwężeniu jeziora wypływamy w prawo. Tzn. wypłynęlibyśmy gdyby nie to, że na drodze postawiono nam tamę. Kolejna przenoska nie robi nam już większej różnicy. Tym bardziej, że zapowiada kolejny kawałek rzeką Wełną, znacznie szerszą na tym kilkunastokilometrowym odcinku. Zanim uda nam się go pokonać czeka nas jeszcze kilka niemiłych niespodzianek. W tym miejscu, nie świadomi ich jednak robimy krótką przerwę na podwieczorek.

Za tamą, po chwili przepływamy pod mostem na wysokości wsi Ostrowo-Młyn. Do mety, zaplanowanej tego dnia w miejscowości Rogoźno, będziemy jeszcze przepływać pod pięcioma mostami. A miejscowości kolejno mijane to Pruśce-Młyn, Pruśce, Marlewo.

Wkrótce mamy napotkać pierwszy na tym odcinku próg, mały wodospad. Ponieważ z wysokości kajaka nie wydawał nam się szczególnie wysoki więc postanowiliśmy go wszyscy przepłynąć. Chyba było to możliwe dzięki wysokiemu stanowi wody - płynęliśmy w pierwszych dniach maja. No i udało się. Jakiś czas później pojawił się kolejny i kolejny. Za jednym z następnych już całkowicie pewni siebie z wielkim rozpędem ... zanurzyliśmy dziób kajaka w wodzie. Ucierpiał nasz pierwszy marynarz, bo fala nie pozostawiła na nim suchej nitki. Przed kolejną przeszkodą odstawiliśmy marynarza na ląd, miał do nas dołączyć za progiem. Los okazał się dla niego okrutny, bo tym razem kajak przepłyną bez najmniejszego problemu, ale brzegi rzeki, jak się okazało pokryte były bagnem. No i tym sposobem pierwszy marynarz dla odmiany wpadł w błoto.

W ten sposób, bez "większych" przeszkód dotarliśmy do rozwidlenia gdzie do Wełny wpływała Mała Wełna - z jeziora Rogoźno. Skręciliśmy w lewo i podpłynęliśmy kilkaset metrów pod prąd do mostu, za którym czekała na nas meta - na jeziorze Rogoźno kończył się pierwszy dzień. Zanim to jednak nastąpiło konieczne było jeszcze jedno, ostatnie w tym dniu przenoszenie kajaka - na drugą stronę mostu. Szosa była tego dnia szczególnie ruchliwa, tak więc nasz ponad siedmiometrowy kajak skutecznie wstrzymał ruch na kilkadziesiąt sekund.

W Rogoźnie należałoby poszukać noclegu. My, jak wspomniałam we wstępie przedostaliśmy się do miejscowości Grzybowo, gdzie oczekiwali już na nas znajomi, wraz z obiadem.

Rano powróciliśmy do Rogoźna by rozpocząć walkę z przeciwną nam rzeką Małą Wełną, w którą wpłynęliśmy po pokonaniu jeziora Rogoźno. Małą Wełną płynęliśmy pod prąd, kilka kilometrów, do jeziora Budziszewskiego. Na tym odcinku czekało nas zaledwie jedno przenoszenie kajaka. Trasa przebiegała przez malownicze okolice. Nie było śladów bytności człowieka. Oba brzegi miejscami gęsto pozarastane trzciną, w głębi lądu rozpościerały się tereny bagienne. Drzewa porastające okolice - czarne olsze ze śmiesznie wystającymi korzeniami - dostosowane do różnic poziomu wody w rzece. Piękno okolicy dopełniały cisza, zieleń i szybujące nad nami czaple i rybołowy. Przepłynąwszy przez te urocze okolice dotarliśmy do końca spływu - jeziora Budziszewskiego. Udało nam się nawet pokonać przeciwne prądy pod ostatnim na trasie mostem.

 
 

Materiał pochodzi z serwisu
kajak.org.pl